Coś się kończy..

Coś się kończy, pewien etap, radosny, utopijny, pozbawiony terminów; czas na zmiany.

Dotyczy to również tego projektu, eksperyment się udał, chociaż nie odniósł wielkiego sukcesu. Paweł, warto było, dzięki!

To również ostatni wpis na Jabbie, co nie znaczy że nie będę już pisał; o tym, jak i o innych kwestiach, przy innej okazji. (a taka z pewnością się nadarzy)

2007-11-08 23:43:05 Edytuj

180 sekund do wolności

Jedną z ciekawszych dyskusji prowadzonych obecnie jest kwestia określenia granicy między prawem autora a prawem użytkownika do dzieła czy raczej produktu (może to być utwór, informacja, program, itd.) i zagwarantowaniem praw autorom. Użytkownicy (tzw. zwykli ludzie) przyzwyczajeni do zasady bierz jak i co dają albo nie bierz nic, wydają się być całą sprawą mało zainteresowani, szczególnie że pomysł jest sprzedawany pod sztandarem walki z piractwem i zapewniania bezpieczeństwa, w dodatku w bardzo skomplikowany sposób.

Każde dobre kłamstwo jest skomplikowane, gdyby takie nie było, zbyt łatwo byłoby je zdemaskować.

DRM ma chronić prawa autorów, jednak tego nie robi. Obecnie czas między udostępnieniem utworu (tylko w wersji chronionej tą technologią) w sklepie iTunes do momentu pojawienia się w sieciach p2p (bardzo często wykorzystywanych przez piratów) to całe 180 sekund, trzy minuty. Czas ten będzie ulegać skróceniu z powodu rozwoju technologicznego i być może upowszechniania się tej metody ochrony.

Czym naprawdę jest DRM? DRM jest elementem większej układanki, kolejnym na drodze do zrealizowania Trusted Computing. Ciekawym wymogiem aby ta idea miała sens, jest jej implementacja sprzętowa na każdym komputerze (nawet w lodówce) – a więc eliminacja z systemu (obiegu informacji, dóbr kultury, oprogramowania) maszyn nie spełniających warunków. Aby chronić skuteczniej niż obecnie jest to konieczność – tylko w zamkniętym systemie jest szansa stworzenia rzeczywistości w której będzie można zabronić oglądania nielegalnych treści – piractwo straci sens. O ile istnieje możliwość że uda się zapewnić wymóg sprzętowej kompatybilności poprzez pewne nasycenie rynku i zaprzestanie tworzenia drugiego gorszego obiegu dla całej reszty, o tyle trudno powiedzieć czy to rozwiąże problem piractwa (czy możliwe jest coś komuś pokazać zarazem skutecznie ukrywając to przed nim?). Natomiast stworzy nowy znacznie poważniejszy problem.

W DRM i Trusted Computing, nie chodzi o ochronę tylko o przejęcie kontroli nad rzeczywistością.

Wynikiem traktowania uczciwego użytkownika jak złodzieja jest przeniesienie decyzji o tym co można i co komu wolno a czego nie, do firm produkujących oprogramowanie, które działają w porozumieniu (czy jak kto woli układzie) z wytwórniami muzycznymi, filmów, rządem ChRL, itd. To oni będą mogli zadecydować o tym że program Emule jest nielegalny (bo przecież wykorzystywany przez piratów) i od tego momentu nie będzie możliwości jego instalacji. Na tej zasadzie nielegalne stanie się pewnie również słowo Tiananmen, zatem informacje przestaną być wiarygodne (bo niby jak je zweryfikować?), programy Open Source (mogą być niebezpieczne bo przecież nie są tworzone przez zaufane firmy), itd. O możliwościach (czy raczej ograniczeniach) będzie decydował ktoś inny i nie będzie to sąd ani użytkownik.

Niewiarygodne? Niby dlaczego? Firmy które gotują nam przyszłość zasadniczo różną od teraźniejszości już współtworzą systemy masowego nadzoru i filtrowania treści (w skrócie cenzury) dla internetu, najnowszy z rodziny najpopularniejszych systemów będzie posiadał moduł drugiego obiegu informacji (jeśli np. uzna że film jest piracki wyświetli go w gorszej jakości), zmieniały zasady dostępu do zasobów użytkowników bez ich zgody czy nawet interakcji (np. ograniczano prawo do kopiowania filmów nie podlegającym ochronie prawa autorskiego). Dlaczego miałyby przestać to czynić gdy będą posiadały pełną kontrolę?

Zatem pod hasełkiem walki z piractwem i podobnymi jest wprowadzany system kontroli każdego niemal aspektu życia (komputery już teraz są przecież niemal wszędzie), nad którym jedyną kontrolę będzie sprawował monopol firm które uznały że wolność jest niebezpieczna ponieważ zagraża ich interesom.

DRM, czy szerzej Trusted Computing jest ideą zmonopolizowania rzeczywistości, niedopuszczenia do rozwoju konkurencji czy opozycji, zniewolenia (bo jak inaczej nazwać ubezwłasnowolnienie w celu wykorzystania) w celu powiększenia dochodu, zmiany znaczenia pojęć takich jak prawda, wolność, wiarygodność.

Co można zrobić?

Jeszcze nie jest za późno, jednak już najwyższy czas zastanowić się nad tym czy za rok, za 10 lat, nadal od wolności dzielić będzie nas jedynie 180 sekund. Jeśli dojdziesz do wniosku że ważne są prawda i wolność, nie chcesz żeby ich osiągnięcie zajmowało znacznie więcej niż trzy minuty, możesz rozważyć podpisanie listu otwartego wyrażającego sprzeciw wobec planów wprowadzenia w Polsce skrajnie restrykcyjnych przepisów dotyczących DRM.

Jeżeli chcesz się dowiedzieć więcej:

Jeżeli nie zrobimy nic, prawda może jutro oznaczać coś zupełnie innego. Slogan Truth Happens będzie nic nie wart, na tym straci nie tylko Red Hat ale również ja i Ty.

2006-06-11 08:17:36 Edytuj

O wadach

Ludzie uważają coś za wadę tylko wtedy jeżeli nie są w stanie tego wykorzystać, normy społeczne nie mają tu przypisywanego im równie często co błędnie wielkiego znaczenia.

2006-04-11 20:12:49 Edytuj

Ładne dymki podpowiedzi

Od dłuższego czasu zastanawia mnie to i nie mogę sobie tego ostatecznie poukładać. Mianowicie zastanawiam się nad przebiegiem granicy pomiędzy dokumentem (np. stroną internetową) a agentem użytkownika (np. przeglądarką internetową) pod kątem interakcji obojga.

Do rzeczy: na niektórych stronach można spotkać ładne dymki podpowiedzi, w których autor stara się przekazać jakiegoś rodzaju informacje. Sęk w tym że standardowo np. przeglądarki dla określonych tagów przekazują informacje w ten czy inny sposób (ale niemal zawsze). Dopóki dzieje się to poza oknem dokumentu (istnieje jakieś lepsze na to określenie?) teoretycznie nie ma problemu, jednak gdy program przekazuje te same informacje co autor w obszarze okna to zaczyna to być aż nazbyt widoczne i niepożądane, czy nawet śmieszne i denerwujące.

Niestety nie istnieje także żaden standardowy sposób dostępu do większości z tych funkcji; nie jest to arkusz stylów agenta ani nic podobnego i chyba nie istnieje sposób aby zablokować to na obszarze okna dokumentu. Jednak pewne informacje (tytuł, adres, itp.) o dokumencie najwygodniej jest przekazać zaraz przy wskaźniku w formie podpowiedzi, zatem jednak nad obszarem okna dokumentu. Jednocześnie informacje te muszą być przekazywane, choćby z powodów bezpieczeństwa i z tego względu, ale innych również nie można się w tym zdać na autorów dokumentów.

Wobec powyższego skłaniam się do wniosku że do czasu uporządkowania tej sprawy (najlepiej przez W3C) nie powinno się stosować takich upiększeń i udogodnień ponieważ agent i tak w jakiś sposób musi przekazać te informacje a niektórym może to przeszkadzać w odbiorze treści - a to jest chyba błąd z kategorii tych najgorszych. To jest właśnie taka moja mała prośba do twórców: nie uszczęśliwiajcie użytkowników na siłę.

2006-01-19 14:36:44 Edytuj

Kategorie

Blogroll  |  Edytuj

Linki  |  Edytuj

Feeds