Jan I Winowajca

2006-06-26 09:07:46

Za 202 tysiące złotych komornik sprzedał 22 czerwca plebanię przy ul. Ułańskiej w Elblągu. To efekt wielomilionowych długów, które zaciągnął ksiądz Jan Halberda, dyrektor ekonomiczny elbląskiej kurii

gazeta.pl

Sprawa sprzed kilku dni, ja chciałbym jednak spojrzeć na nią z innej strony - choćby z racji tego, że sprawa tyczy się mojej parafii (mniej więcej), owa plebania znajduje się dwie przecznice od mojego domu, a księdza Jana H. znałem osobiście.

Niewysoki, gruby (oj, mięsień piwny miał rozwinięty..), śnieżnobiałe włosy, zawsze uśmiechnięty, demonstrujący swoje nienajbrzydsze zęby. Osobiście go nie lubiłem, zawsze myślałem, że mógłby być jednym z księży-pedofili - o tym jednak nic nie wiadomo. Wbrew moim domysłom i obawom, budził powszechną sympatię - radosny, uśmiechnięty, umiał rozmawiać z ludźmi, umiał przekonywać, czasem był nawet lekko nachalny (nachlany zresztą też .. :). Chyba dlatego go nie lubiłem. Mimo to, kilka razy podwiózł go do domu. Miał biały, duży samochód, marki pewny nie jestem, ale chyba Nissan. Pamiętam, podczas komunii świętej - było lato, otwarte drzwi do kościoła, ja stałem naprzeciwsko wejścia - słońce odbijało się od przedniej szyby samochodu księdza, raziło w oczy. Samochodu też nie lubiłem.

Dobry znajomy ówczesnego biskupa, Andrzeja Ś. Często razem wyjeżdzali, znikali na kilka dni. Pili, po czym znów pojawiali się w mieście. Sam biskup też nie był święty - miał wypadek samochodowy, ranna została kilkuletnia dziewczynka. Po tym już nie był biskupem, choć nie wiem, czy inne konsekwencje zostały wyciągnięte.

Jeszcze w podstawówce. Koleżanka przyniosła jakąś kolorową gazetę - Tinę lub Pani domu. W środku był artykuł o księdzu Janie H. z Elbląga. Czytałem to w szatni, po lekcjach, trochę się śmiałem, nie wierzyłem. Taki sympatyczny pan. Temat w mediach pojawiał się coraz częściej, nawet w telewizji. Musiałem uwierzyć. Taki sympatyczny pan. A złodziej, oszust, przestępca. A jednak, miałem dobre przeczucia. Szok.

Jan H. pożyczył pieniądze od przedsiębiorstw, organizacji i osób prywatnych na łączną sumę około 35 milionów złotych. Nic nie oddał, zniknął nagle z życia publicznego. Dłużnicy domagali się zwrotu pożyczki, parafia zaczęła wyprzedawać swoje budynki. Zaczęło się od plebanii przy ulicy Ułańskiej. Szary, dosyć spory dom. Wejście ze specyficznym plastikowym daszkiem. Obok tabliczka, że to plebania parafii takiej a takiej. Duży ogród, zawsze otwarty. W piwnicy mała kapliczka, nic szczególnego. Tam odbywały się codzienne msze o 17. Poszło za 202 tysiące 800 złotych (2/3 wartości budynku), nic o kupcu nie wiadomo.

Kolejne będą: dom samotnej matki, przedszkole katolickie, hospicjum i siedziba sióstr nazaretanek.

Reszty budynków nie znam tak dokładnie. U sióstr nazaretanek byłem raz, w przedpokoju na coś czekałem. Pamiętam tylko dużą figruę Matki Boskiej, która stała na honorowym miejscu. W pozostałych miejscach nie byłem w ogóle. W parafialnej gazetce z 1989 roku, o której wspominałem we wpisie Media w PRLu, czyli z zakamarków piwnicy jest artykuł o domie samotnej matki. Pada w nim nazwisko księdza Jana, jako założyciela domu:

Kierując się racjami Kościoła Ksiądz Prałat Jan Halberda postanowił uruchomić taki dom a następnie go rozbudować. Planowane są kolejne pokoje [..]

Szkoda, naprawdę szkoda, że tak się stało - nie najbogatsza przecież parafia zostanie pozbawiona kilku tak ważnych budynków - przedszkola, hospicjum, domu samotnej matki. Niestety, nawet wśród księży znajdą się takie czarne owce jak pedofile, ubecy czy właśnie ów Jan H. I jak tu nie stracić zaufania do zawodu zaufania publicznego?


'Śniący prorok'

2006-05-28 18:33:15

Widzę III Wojnę Światową. Widzę, jak płonie Watykan i wyrzynają księży. Widzę broń atomową i głód. Zbliża się kataklizm, w którym zginie jedna trzecia ludzkości.

To nie jest początek książki fantastycznej - tak zaczyna się artykuł z Dziennika Bałtyckiego z 6 kwietnia 1996 roku - Śniący prorok, autorstwa Karola Borowego. Opowiada on o Marianie Węcławku z Leszna, który, jak sam twierdzi, jest jasnowidzem - przewidział min. wybór Polaka na papieża, wydarzenia 13 grudnia 1981 roku czy awarię elektrowni w Czarnobylu (na pięć miesięcy przed awarią). To nie są oczywiście wszystkie wizje Pana Mariana - potrafi on także przewidzieć płeć nienarodzonego jeszcze dziecka czy datę dojścia do władzy i śmierci znanych poliyków.

Nie są to jednak wymyślone opowieści - zdolności pana Mariana potwierdzają naukowcy (niestety, w artykule żadnego naukowca nie zacytowano) oraz wielu znamienitych świadków, w tym policjantów, nauczycieli, lekarzy i innych osób godnych zaufania (brakuje tylko księży :)

Według wróżb Pana Mariana, przytoczonych w Dzienniku Bałtyckim, na świecie nie będzie spokoju:

Na przełomie 1997 i 1998 zacznie się III Wojna Światowa. W 2000 roku będzie już po niej.

Zacznie się od rewolucji w Rzymie. Watykan zostanie doszczętnie spalony, a księża wyrżnięci w pień. Kościół będzie szukał dla siebie nowej stolicy. Znajdzie ją najprawdopodobniej w Częstochowie. Kolejnym papieżem będzie Murzyn, a konkretnie Nigeryjczyk. Zniesie on celibat i wprowadzi spowiedź powszechną.

Rosję zaatakują Chiny wraz z Japonią. Dawne mocarstwo nie będzie w stanie wytrzymać tego naporu. Niemcy ruszą na wschód i zabiorą Polakom Śląsk. W osiemnaście lat po wojnie [2018 - przyp. M.] przyjdzie im zaplacić za to ogromną cenę - przestaną istnieć jako państwo.

W czasie wojny użyta zostanie broń atomowa. Na szczęście ominie Polskę. Ale za to zapanuje tu taki głód, że brat na obiad będzie jadł brata.

Użycie broni atomowej spowoduje zmianę klimatu. Kobiety - wskutek napromieniowania - przestaną rodzić dzieci. Ziemię opanuje plaga szczurów. Wojna pochłonie jedną trzecią ludności.

Ale nie dojdzie do zagłady świata - pociesza M. Węcławek.

Wizja istnie piekielna. Na szczęscie ostatnie słowa pana Mariana pozostawiają ogromną nadzieję w sercach, że jednak mamy szansę wyjść cało z tego kataklizmu, że Bóg wraz z nigeryjskim papieżem będzie nas wspierał prosto z Częstochowy. Tak nam dopomóż Bóg.

Kilo ironii tanio sprzedam. Kontakt na Jabbera