Więźniowie M2

2006-11-08 15:45:37

Gdzie żyją? W ciasnych mieszkaniach, w blokach z wielkiej płyty, na brudnych osiedlach. Jak żyją? Z dnia na dzień, byle do pierwszego – oto opowieść o milionach Polaków.

Jeden z tysięcy bloków

Na balkonie jednego z bydgoskich bloków mężczyzna w slipach pali papierosa, z parteru, przez uchylone okno, dobiega płacz dziecka, z budynku wychodzi kobieta z psem — idą w stronę pobliskiego placu zabaw. Pies załatwia się w piaskownicy, po chwili wracają, nie zwracają na mnie uwagi.

Zaczyna się ruch — kolejni ludzie wychodzą z psami; młody, na oko dwudziestopięcioletni, chłopak idzie do sklepu, po chwili wraca – w błękitnej siatce niesie bagietkę i jagodową maślankę. Naprzeciwko bloku, na jednej z ocalałych ławek, mężczyzna czyta „Wyborczą”. Nie uśmiecha się.

Z parkingu znikają samochody. Zaczyna się kolejny dzień.

Mąż dostał przydział

Zdjęcie pochodzi z Wikipedii — autor: Tomasz Sienicki

Drzwi do bloku przy ulicy Świerkowej otwiera mi emerytka, pani Bogumiła — zaprasza do mieszkania, częstuje kawą, herbatą, szarlotką. Mimo pozornej radości, widzę smutek w jej oczach. Pokój, w którym się znajduję, jest niewielki – jak tysiące innych w podobnych blokach – w jedynym oknie powiewa żółtawa firanka, na parapecie stoją dwie paprocie, w rogu znajduje się telewizor — widzę w nim uśmiechniętą twarz Iwony Schymalli – trwa „Kawa czy herbata”. Siadam na brązowej wersalce, gospodyni przynosi ciasto oraz kawę w szklance.

- Długo Pani tu mieszka? – pytam.

- Wie pan, panie redaktorze, jak było. Każdy chwytał się czego mógł, mieszkał, gdzie mu się trafiło. Tu jestem od 1983 roku, mąż dostał przydział, cieszyliśmy się jak dzieci – takie mieszkanie, dwa pokoje, łazienka, balkon – to był szczyt marzeń. Nie to, co dziś. Ciasno, niebezpiecznie – co mądrzejsi, to się wynieśli, a teraz to albo emeryt tutaj, albo margines. To wczoraj, torebkę mi ukradli. Wracałam ze sklepu, tu w bloku, taki osiedlowy, po wędlinę byłam, wie pan, pięć plasterków, bo co za tę nędzną emeryturę więcej mogę kupić, a i po co mi więcej, jak sama mieszkam, w grudniu cztery lata będą, jak mąż nie żyje. Już prawie pod klatką jestem, jak mi trzech nie podbiegnie, nie chwyci za torbę. Niby nic cennego, dowód, kilka złotych, bo to już koniec miesiąca, wie pan, ale jednak, co teraz zrobić? – żali się pani Bogumiła.

Statystyki to potwierdzają – według danych Komendy Głównej Policji w Warszawie, od początku tego roku dokonano 17 653 napadów w pobliżu miejsca zamieszkania. Dla porównania – w analogicznym okresie w roku 2005, sytuacji takich miało miejsce tylko 14 736.

Dżem i margaryna

Remont

Wchodzę do mieszkania sąsiadki pani Bogumiły – pani Hani. Wita mnie serdecznie, cieszy się, że ktoś o niej pamięta. Częstuje kawą, herbatą, ciastem – na własnej skórze doświadczam rozsławionej słowiańskiej gościnności.

Mieszkanie niemalże identyczne – w rogu pokoju telewizor, zżółknięta firana przysłania stojącą na parapecie paproć. Ciemna kuchnia, odklejająca się wykładzina imitująca parkiet, brzęcząca lodówka. Na blacie stoi dżem truskawkowy i margaryna – całe śniadanie emerytki. Wracamy do pokoju, siadam na wytartym krześle, popijam herbatę ze szklanki.

- Pan gdzie mieszka? – zaskakuje mnie pani Hania.

- Szeregowiec na obrzeżach miasta – szczerze odpowiadam.

- To pan nie zrozumie, jakie to życie tutaj. Kiedyś, jeszcze przed wojną, mieszkałam w takim domku – duży ogród, mnóstwo kwitnących kwiatów, śpiew ptaków – tak go zapamiętałam. A gdzie przyszło mi żyć na starość? W klatce, wśród chuliganów i pijaków, takie to życie sprawiedliwe. Co to dziś jest – dwa ciasne pokoje, wąski przedpokój, brudna łazienka, ciemna kuchnia? Jak to porównać do tych willi, do pałaców?

Autostopem przez galaktykę

Kolejne mieszkanie, piętro wyżej – mąż w pracy, żona w kuchni, dzieci zajęte sobą – młodszy, Kuba, gra w Dooma, starszy, Karol, czyta „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa.

- Mi już nie zależy. Od października mnie tu nie będzie, na studia jadę, do Warszawy. Ale widzę, jak ludzie się męczą, jak narzekają – opowiada Karol, przyszły student socjologii na Uniwersytecie Warszawskim – przyznaję szkoda mi ich, oni już nie mają nadziei, że coś się zmieni.

Podobnego zdania jest matka: - Na co mogę liczyć? Co państwo może mi dać? Ja już nic nie zdziałam, wiek nie ten. Cieszę się tylko, że Karol wyjeżdża, choć z drugiej strony przykro, że tak daleko od domu będzie – spać nie mogę, modlę się, by dał tam radę. Oby tylko jeszcze Kuba się wyrwał, potem będę już mogła umrzeć.

-Mamo, proszę, nie mów tak – sprzed komputera krzyczy Kuba – przecież wiesz, że obaj cię kochamy.

Bohaterowie są wytworem szalonej wyobraźni autora — nie ma pani Bogumiły z ulicy Świerkowej, nie ma studenta Karola ani nawet mężczyzny z siódmego piętra. Liczby są wyssane z palca i nie ma co brać ich na serio. Wszelkie podobieństwo do sytuacji rzeczywistych – zamierzone.


Zawołaj lato!

2006-07-09 16:39:01

Zawołaj lato, gdy jechać masz nad morze.
Zawołaj lato, gdy chcesz po plaży biec
Zawołaj lato, lato żeglując po jeziorze
Zawołaj lato, gdy nudzisz się. #

Znak Zakaz Kąpieli

Z okazji pięknego lata i słonecznej pogody, wybrałem się wraz z rodzinną kompanią (4,5 łącznie ze mną) na wyprawę ku przygodzie i orzeźwieniu. Pytań Dokąd jedziemy? nie było końca, mimo że mi i tak bez różnicy - wszędzie źle się czuję. Ostatecznie padło na Nadbrzeże, miejscowość z dość tragiczną historia - tutaj w czasie II Wojny była cegielnia, w której pracowali wojenni jeńcy. A może i nie.. Ale cegielnia jest .. ;)

Dziś cegielnia, która przed laty zaopatrywała znaczną część okolicy, już nie funkcjonuje, za to w pobliżu znajduje się wojskowy ośrodek wypoczynkowy. Tam właśnie rodzina Sztajnke, pod kierownictwem taty Piotra, skierowała swe kroki - wraz z bagażem - torbami, kocami, ręcznikami, bułkami, wodą, książkami i wszystkim tym, o czym już nie pamiętam, ale z pewnością było ważne.

Rozładowaliśmy się w najbardziej nasłonecznionym i piaszczytstym miejscu, wyjąłem swoje zasoby (książka, notes, odtwarzacz MP3) i ułożyłem się na kocu, z dala od wody, słońca, ludzi i wszystkiego tego, co na plaży jest zwykle w zdumiewających ilościach.

Mały wybiegający z bagienka

Mały wraz z Dużym pobiegli nad wodę, ja tymczasem ukradkiem się z nich podśmiewałem - młode, stare, a głupie. Chwilę później jednak i ja zostałem oddelegowany do dostarczenia wiaderka i łopatki wodnej kompanii - paskudne uczucie - tony, dosłownie tony mułu, brudna, śmierdząca woda, wodorosty, kamienie. Istna katorga - dostawa zabawek zajęła mi kilkanaście sekund, lecz nóg przez połowę dnia doczyścić, niestety, nie mogłem.

Po powrocie do bazy okryłem się szczelniej kocem i zatopiłem we własnych myślach. Z upragnionej chwili relaksu wyrwał mnie krzyk Głównodowodzącej ps. Dana, która proponowała mi olejek do opalania, bułkę, pomidora, wyjście spod koca i milion innych, tak przyziemnych rzeczy. Zbywając każdą z nich, zostałem wyzwany od świrów i nieudanych dzieci - miły początek dnia.

Panorama okolicy

Po kilku chwilach opalania się w cieniu koca, gdzie i tak było zdecydowanie zbyt gorąco, zdecydowałem się na króciótki pobyt w wodzie (ostatecznie byłem już skażony zalegającymi tam toksynami), wyjątkowo więc zsunąłem spodnie i w samych lichych kąpielówkach powędrowałem w stronę bagna. Już po wykonaniu pierwszego kroku, gęsty, lepki muł oblepił me delikatne stópki, po czym przykleiłem się do dna.

Nie zrażając się porażką, raźniej ruszyłem w stronę upragnionego chłodu, który, jak myślałem, znajdował się z dala od brzegu. Z każdym kolejnym krokiem było coraz chłodniej, lecz proporcjonalnie wzrastała liczba rosnących w wodzie wodorostów, a muł oblepiał coraz wyżej położone części ciała - gdy czarna, wstrętna substacja dotarła do moich kolan, uciekłem w stronę brzegu, to nie było na moje nerwy.

Ponownie udałem się do mojego kokona, gdzie schowałem się przed plażową cywilizacją. Niestety, znów zbyt długo nie poleżałem - obudził mnie Mały, z którym to przez kolejną godzinę smażyłem naleśniiki, gotowałem rosół i dekorowałem lody - wszystko, oczywiście, w formie SiO2. Po tak owocnej zabawie (mimo że naleśniki były z cukrem), uświadomiłem sobie, że całe me blade ciało oklejone było wspomnianym kwarcem, którego, podobnie jak smolistego mułu, nie dało się doczyścić. Dodatkowo, chwilę później spotkaliśmy kuzyna (mojego) z żoną i córką, którzy, podobnie jak my kilka godzin wcześniej, przyjechali wypocząć. Nie wiedzieli jeszcze, co ich czeka, biedacy..

Na szczęście przyszedł czas pakowania - zabraliśmy: torby, koce, ręczniki, opakowanie po bułkach, butelki po wodzie, książki i wszystko to, o czym już nie pamiętam, ale z pewnością było ważne. Nie obyło się bez awantury (Dlaczego wkładasz to do mojej torby? W ręku nieś!), ale nic nie było w stanie przyćmić radości związanej z upragnionym powrotem.

Bilans: bułek było za mało, wody (tej butelkowanej oczywiście) było za mało, słońca było za dużo, ludzi było za dużo, woda (ta od mułu) była mułowata, a skończyło się, jak zwykle, na bólu głowy. Radość z wypoczynku - bezcenna. Uwielbiam rodzinne wyprawy ..


O naprawie Rzeczpospolitej

2006-06-28 12:39:27

Andrzej Frycz Modrzewski swoje trzy grosze do naprawy Rzeczpospolitej już wtrącił, teraz ja, czując społeczny nacisk, poczułem się odpowiedzialny za naprawę państwa - i oto prezentuję garść porad, które z pewnością przyniosłyby dobrobyt naszej ojczyźnie.

  • nieograniczony przetarg na prezydenta - nie wolno oddawać władzy w ręce ludu! Wszyscy znamy poziom wiedzy Ciemnogrodu, nie możemy dopuścić, by sprawował on władzę! Jedynym rozwiązaniem jest organizacja przetargu na prezydenta - specjalna komisja (w składzie ja - ktoś jeszcze chętny?) wybrałaby kandydata najlepszego pod względem:
    • programu
    • ceny (wysokość diety)
    • prezencji
    Genialne w swej prostocie, prawda?
  • włączenie SLD do paktu stabilizacyjnego - by coś było stabilne, musi być równowaga - prawa przyrody są niezmienne. Jak więc Pakt Stabilizacyjny może być stabilny, skoro podpisały go trzy prawicowe partie: populistyczna, konserwatywno-nacjonalistyczna i taka jakaś nijaka, ale zła :). Po włączeniu SLD do paktu nastąpiłaby złota proporcja - a równowaga zostałaby zachowana - w tym widzę przyszłość Polski!
  • legalizacja korupcji - z kilkunastoprocentowym opodatkowaniem, oczywiście - zapis z pewnością kontrowersyjny, ale jakże intratny - prosty przykład: Przychodzi Rywin do Michnika - 15% z 17 mln? 2,55 mln. Do tego brak kosztów związanych z komisją śledczą, mniejsze diety dla posłów, którzy nie traciliby czasu siedząc i nic nie robiąc, jedna osoba w więzieniu mniej. A drobniejsze transakcje? Od pacjenta do lekarza, od petenta do urzędnika - codziennie grube miliony są transferowane z jednej kieszeni do drugiej, przechodząc skarbowi państwa koło nosa!
  • legalizacja prostytucji - podobnie do zalegalizowania korupcji - zapis kontrowersyjny, ale jakże dochodowy! Codziennie kilka tysięcy transakcji zawieranych na drogach, w obskurnych zakamarkach - a wszystko za plecami polskiego budżetu - dlaczego tego nie wykorzystać?? Opodatkować i czerpać zyski z legalnej prostytucji!
  • delegalizacja wszystkiego! - wyjścia na spacer, zakupy w sklepie, kolacja przy świecach - zakazać. Bez korupcji się nie obejdzie, a to kolejne wpływy do budżetu. Ile się zyska na podatku od łapówki za obejrzenie dobrego filmu? A wyprowadzenie psa? Zrobienie kanapki z ulubioną wędliną? Tego nie da się policzyć, ale zapewniam - do budżetu wpłyną kolejne miliony, które zasilą np. fundusz zdrowia czy budowę autostrad - w końcu klient płaci - klient wymaga, po zapłaceniu łapówki nie może jeździć po dziurawej drodze. Można by także opracować Cennik Usług Łapowniczych, który z pewnością ułatwiłby poruszanie się po nowoczesnej Polsce.
  • prawny nakaz czytania książek - za nieprzeczytanie minimum trzech książek miesięcznie - 50 złotych kary. Za przeczytanie 10 książek - zwolnienie od płacenia łapówek w kolejnym miesiącu. Wilk syty i owca cała - państwo zarabia, wskaźnik czytelnictwa rośnie - same plusy.
  • rozgłos na świecie - bezcenny

Jan I Winowajca

2006-06-26 09:07:46

Za 202 tysiące złotych komornik sprzedał 22 czerwca plebanię przy ul. Ułańskiej w Elblągu. To efekt wielomilionowych długów, które zaciągnął ksiądz Jan Halberda, dyrektor ekonomiczny elbląskiej kurii

gazeta.pl

Sprawa sprzed kilku dni, ja chciałbym jednak spojrzeć na nią z innej strony - choćby z racji tego, że sprawa tyczy się mojej parafii (mniej więcej), owa plebania znajduje się dwie przecznice od mojego domu, a księdza Jana H. znałem osobiście.

Niewysoki, gruby (oj, mięsień piwny miał rozwinięty..), śnieżnobiałe włosy, zawsze uśmiechnięty, demonstrujący swoje nienajbrzydsze zęby. Osobiście go nie lubiłem, zawsze myślałem, że mógłby być jednym z księży-pedofili - o tym jednak nic nie wiadomo. Wbrew moim domysłom i obawom, budził powszechną sympatię - radosny, uśmiechnięty, umiał rozmawiać z ludźmi, umiał przekonywać, czasem był nawet lekko nachalny (nachlany zresztą też .. :). Chyba dlatego go nie lubiłem. Mimo to, kilka razy podwiózł go do domu. Miał biały, duży samochód, marki pewny nie jestem, ale chyba Nissan. Pamiętam, podczas komunii świętej - było lato, otwarte drzwi do kościoła, ja stałem naprzeciwsko wejścia - słońce odbijało się od przedniej szyby samochodu księdza, raziło w oczy. Samochodu też nie lubiłem.

Dobry znajomy ówczesnego biskupa, Andrzeja Ś. Często razem wyjeżdzali, znikali na kilka dni. Pili, po czym znów pojawiali się w mieście. Sam biskup też nie był święty - miał wypadek samochodowy, ranna została kilkuletnia dziewczynka. Po tym już nie był biskupem, choć nie wiem, czy inne konsekwencje zostały wyciągnięte.

Jeszcze w podstawówce. Koleżanka przyniosła jakąś kolorową gazetę - Tinę lub Pani domu. W środku był artykuł o księdzu Janie H. z Elbląga. Czytałem to w szatni, po lekcjach, trochę się śmiałem, nie wierzyłem. Taki sympatyczny pan. Temat w mediach pojawiał się coraz częściej, nawet w telewizji. Musiałem uwierzyć. Taki sympatyczny pan. A złodziej, oszust, przestępca. A jednak, miałem dobre przeczucia. Szok.

Jan H. pożyczył pieniądze od przedsiębiorstw, organizacji i osób prywatnych na łączną sumę około 35 milionów złotych. Nic nie oddał, zniknął nagle z życia publicznego. Dłużnicy domagali się zwrotu pożyczki, parafia zaczęła wyprzedawać swoje budynki. Zaczęło się od plebanii przy ulicy Ułańskiej. Szary, dosyć spory dom. Wejście ze specyficznym plastikowym daszkiem. Obok tabliczka, że to plebania parafii takiej a takiej. Duży ogród, zawsze otwarty. W piwnicy mała kapliczka, nic szczególnego. Tam odbywały się codzienne msze o 17. Poszło za 202 tysiące 800 złotych (2/3 wartości budynku), nic o kupcu nie wiadomo.

Kolejne będą: dom samotnej matki, przedszkole katolickie, hospicjum i siedziba sióstr nazaretanek.

Reszty budynków nie znam tak dokładnie. U sióstr nazaretanek byłem raz, w przedpokoju na coś czekałem. Pamiętam tylko dużą figruę Matki Boskiej, która stała na honorowym miejscu. W pozostałych miejscach nie byłem w ogóle. W parafialnej gazetce z 1989 roku, o której wspominałem we wpisie Media w PRLu, czyli z zakamarków piwnicy jest artykuł o domie samotnej matki. Pada w nim nazwisko księdza Jana, jako założyciela domu:

Kierując się racjami Kościoła Ksiądz Prałat Jan Halberda postanowił uruchomić taki dom a następnie go rozbudować. Planowane są kolejne pokoje [..]

Szkoda, naprawdę szkoda, że tak się stało - nie najbogatsza przecież parafia zostanie pozbawiona kilku tak ważnych budynków - przedszkola, hospicjum, domu samotnej matki. Niestety, nawet wśród księży znajdą się takie czarne owce jak pedofile, ubecy czy właśnie ów Jan H. I jak tu nie stracić zaufania do zawodu zaufania publicznego?


Canon Powershot A610

2006-06-13 18:52:24
Canon Powershot A610 - zdjęcie

Nie ciągnęło mnie nigdy do nowości, zawsze mogłem poczekać na wszelkie nowinki, często z nich wręcz rezygnowałem - nie potrzebuję iPoda, obejdę się bez Windowsa Visty, a mój komputer ma ponad dwa lata, nic w nim od tego czasu nie zmieniałem (raz był tylko czyszczony).

Od pewnego czasu jednak coraz częściej myślałem o aparacie. Tak, cyfrówki też nie posiadałem. Oczywiście, gdzieś leżał jakiś aparat kompaktowy (tak? taki na klisze :), szkoda by mi jednak było pieniędzy na ciągłe wywoływanie moich eksperymentów.

Nadarzyła się okazja, niewielkim kosztem nabyłem nowiutkiego Canona Powershot A610. Godzinami przeglądałem dane techniczne, czytałem recenzje, oglądałem zdjęcia. Ostatecznie się zdecydowałem i wczoraj dostałem wspomniany model, dziś rozpocząłem zabawę. W ciągu trzech godzin napstrykałem kilkaset zdjęć, rozrywka była to niebywała, naprawdę. Obiektem moich fotograficznych uciech było dosłownie wszystko - od kwiatów, przez pszczoły i lisa po gwdzie, ki i kosze na śmieci. Znaczną część usunąłem, trochę się jednak ostało.

Sam aparat jest znakomity - na dzień dzisiejszy w zupełności dla mnie wystarczający. Oprócz całkiem sprawnego trybu Auto, posiada też kilka innych trybów pracy oraz pełną możliwość ręcznego ustawienia wszystkich parametrów. Zdjęcia robi naprawdę ładne, nawet ja bez jakiejkolwiek wiedzy fotograficznej, byłem w stanie robić całkiem, w moim mniemaniu, ładne zdjęcia.

Aparat ma fantastyczną lampę błyskową - czasem lepiej ją wyłączyć (jednym kliknięciem), jednak zaskoczony byłem zdjęciami robionymi w zupełnej ciemności - gdyby nie fakt, że sam je robiłem, nie zorientowałbym się, że w trakcie robienia zdjęcia, w pokoju panowała idealna ciemność - po prostu Kalifornia w pełnym słońcu :).

Jest także stosunkowo prosty w obsłudze - wiele rzeczy można by uprościć, jednak moi rodzice w podstawowym zakresie radzą sobie znakomicie - a zbyt technologiczni nigdy nie byli.

Jestem zadowolony z zakupu. Po prostu :)

Od czasu do czasu, na m.log trafiały będą co ciekawsze moje zdjęcia. Liczę na jakąś konstruktywną krytyke, bym mógł się w tej dziedzinie rozwijać - fotografia bowiem niezwykle mnie zafascynowała.


Pokolenie Pokoleniowej Nomenklatury

2006-06-01 16:55:33

Świat ogarnęła nowa pasja - nazywania, nazywania, nazywania wciąż. Mamy więc Pokolenie JP2, Pokolenie Nic, Pokolenie X czy Pokolenie Tysiąc Dwieście Brutto (Pokolenie Glutaminianu sodu - życie bez smaku)! Podłączając się pod falę i lansując się czyimś pomysłem, ustanawiam Pokolenie Pokoleniowej Nomenklatury©. Od dziś my, członkowie naszego Pokolenia, Plemienia, Opola, Osady czy Jak Zwał, mamy pełne prawo nazywania czego chcemy i kiedy chcemy mianem Pokolenia. Jakiego chcemy. Kilka pomysłów, Szanowni Współpokoleniowcy©:

  • Pokolenie Przeciw.. ee.. Zwolenników PiSu
  • Pokolenie Deszczowego Maja
  • aż dziw bierze, że nikt na to nie wpadł! - Pokolenie B16
  • idąc dalej - Pokolenie F-16.
  • Pokolenie T16
  • Pokolenie Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Ateistów
  • Pokolenie łże-elit

Zrozumiane? Oficjalnie mianuję się Naczelnym Prezesem PPN oraz Dyrektorem ds. walki z Kapitalizmem. Ustalam także, że naszym świętym pismem zostaje reportaż z Gazety Wyborczej - Pokolenie 1200. A Idolem i Bóstwem Kuba, wyglądający jak Che Guevara. Miłego.


'Śniący prorok'

2006-05-28 18:33:15

Widzę III Wojnę Światową. Widzę, jak płonie Watykan i wyrzynają księży. Widzę broń atomową i głód. Zbliża się kataklizm, w którym zginie jedna trzecia ludzkości.

To nie jest początek książki fantastycznej - tak zaczyna się artykuł z Dziennika Bałtyckiego z 6 kwietnia 1996 roku - Śniący prorok, autorstwa Karola Borowego. Opowiada on o Marianie Węcławku z Leszna, który, jak sam twierdzi, jest jasnowidzem - przewidział min. wybór Polaka na papieża, wydarzenia 13 grudnia 1981 roku czy awarię elektrowni w Czarnobylu (na pięć miesięcy przed awarią). To nie są oczywiście wszystkie wizje Pana Mariana - potrafi on także przewidzieć płeć nienarodzonego jeszcze dziecka czy datę dojścia do władzy i śmierci znanych poliyków.

Nie są to jednak wymyślone opowieści - zdolności pana Mariana potwierdzają naukowcy (niestety, w artykule żadnego naukowca nie zacytowano) oraz wielu znamienitych świadków, w tym policjantów, nauczycieli, lekarzy i innych osób godnych zaufania (brakuje tylko księży :)

Według wróżb Pana Mariana, przytoczonych w Dzienniku Bałtyckim, na świecie nie będzie spokoju:

Na przełomie 1997 i 1998 zacznie się III Wojna Światowa. W 2000 roku będzie już po niej.

Zacznie się od rewolucji w Rzymie. Watykan zostanie doszczętnie spalony, a księża wyrżnięci w pień. Kościół będzie szukał dla siebie nowej stolicy. Znajdzie ją najprawdopodobniej w Częstochowie. Kolejnym papieżem będzie Murzyn, a konkretnie Nigeryjczyk. Zniesie on celibat i wprowadzi spowiedź powszechną.

Rosję zaatakują Chiny wraz z Japonią. Dawne mocarstwo nie będzie w stanie wytrzymać tego naporu. Niemcy ruszą na wschód i zabiorą Polakom Śląsk. W osiemnaście lat po wojnie [2018 - przyp. M.] przyjdzie im zaplacić za to ogromną cenę - przestaną istnieć jako państwo.

W czasie wojny użyta zostanie broń atomowa. Na szczęście ominie Polskę. Ale za to zapanuje tu taki głód, że brat na obiad będzie jadł brata.

Użycie broni atomowej spowoduje zmianę klimatu. Kobiety - wskutek napromieniowania - przestaną rodzić dzieci. Ziemię opanuje plaga szczurów. Wojna pochłonie jedną trzecią ludności.

Ale nie dojdzie do zagłady świata - pociesza M. Węcławek.

Wizja istnie piekielna. Na szczęscie ostatnie słowa pana Mariana pozostawiają ogromną nadzieję w sercach, że jednak mamy szansę wyjść cało z tego kataklizmu, że Bóg wraz z nigeryjskim papieżem będzie nas wspierał prosto z Częstochowy. Tak nam dopomóż Bóg.

Kilo ironii tanio sprzedam. Kontakt na Jabbera


Der Erste Pilgerfahrt*

2006-05-27 19:43:09

Baczność

Umiłowani!

Jego Świątobliwość Benedykt XVI odwiedził Wiernych w kraju swojego Wielkiego Poprzednika Jana Pawła II. Był już w Warszawie, Częstochowie i Krakowie, jutro jeszcze Odprawi mszę na krakowskich Błoniach oraz Pomodli się w Obozie Koncentracyjnym Auschwitz.

Dla wszystkich Prawdziwych Polaków Wizyta ta jest niezapomnianym Przeżyciem, a dla samego Ojca Świętego ogromnym Sprawdzianem - czy jest w stanie zastąpić Polakom Ich Papieża.

Trwajcie mocni w wierze!

Spocznij

Sprawdzian ten obserwuje i analizuje większość polskich mediów, a Prawdziwi Polacy razem z nimi. Możemy więc oglądać tę samą relację na TVP1, TVP2, TVP3, TVP Polonia, Polsacie, TVNie oraz TVN24, słuchać w większości stacji radiowych (być może [nie mam pewności] Program II Polskiego Radia oraz Radio Maryja nie biorą udziału w wyścigu), czytać we wszystkich gazetach (boję się zajrzeć do Nie), choróbsko nie ominęło także Internetu - na wszystkich portalach znajdziemy wieści z frontu - Benedykt XVI modlił się w Katedrze na Wawelu, Papież poświęcił wiele wysiłku nauce polskiego, Papież w rodzinnym domu Wojtyłów. Dzięki mediom znamy każdy Krok Ojca Świętego, wiemy co Mówi, co Je, na którym Śpi Boku (znaczy pewnie nie śpi, bo mu tłum za oknem ryczy). Oczywiście wszystko poddawane jest szczegółowej analizie osób obecnych w studio - zaproszonych księży, przyjaciół, dziennikarzy pism katolickich - wiemy zatem, że Benedykt XVI nie czuje się jeszcze pewnie w kontakcie z Wiernymi i unosi milimetr niżej Rece podczas Błogosławieństwa oraz co oznaczają Jego Słowa - bowiem Naród potrzebuje Duchowego Przywódcy i Analityka Jego Słów.

Oklepane, ale jakże użyteczne - boję się otworzyć lodówkę - zastanawiam się tylko, czego mógłbym tam oczekiwać - Konserwy Benedyktyńskiej czy raczej relacji z jego modlitwy. Samego papieża nie mam się co spodziewać - ma tak napięty terminarz, że ledwo co starcza mu czasu na kontakty z wiernymi.

Baczność

Na szczęście jednak, możemy zobaczyć go w wielu innym miejscach - oprócz wspomnianych mediów, to np. na przystankach autobusowych. Dodatkowo, możemy skupiać się tylko na duchowej refleksji (podczas oglądania relacji) - nie musimy obawiać się, że przypadkiem zobaczymy dekolt czy reklamę tego wstrętnego, żydowsko-masońskiego papieru toaletowego! - a fe! TVP (Telewizja Papieska) zadbała bowiem, by nasze Czyste Dusze nie zostały skarzone tymi lewackimi toksynami.

Odnośnie toksyn - te także zostały zakazane - we wszystkich miastach, w których stanie stopa Jego Świątobliwości, wprowadzona została prohibicja. Koniec z żulerstwem, koniec z libacjami! (Koniec z mszalnym winem! - chciałoby się rzec).

Nie zajmuję już więc więcej czasu Szanownym Czytelnikom, możecie już oddać się w szpony tego Diabła Wcielonego, jakim jest telewizja (z TVNem na czele). Ahoj!

Spocznij


Oświadczam, iż zapoznałem się z regulamimen serwisu Jabba.pl, którego pierwszy punkt głosi:

Zawartość Twojej jabby zależy wyłącznie od Ciebie, Twojej inwencji twórczej i umiejętności. Szanujemy wolność słowa, dlatego dopóki wpisy nie będą zawierały treści o charakterze pornograficznym, rasistowskim czy nawołującym do nienawiści, nikt nie będzie ingerował w to o czym piszesz.

Pytanie, czy nawołuję do nienawiści, pozostawiam Wam. Dziękuję ;)