Krzysztof Powidło vs. procesor gitarowy
2006-07-07 23:13:56 Edytuj
Pewnego czerwcowego poranka Krzysztof Powidło obudził się z niesprecyzowaną, acz usilną myślą. Gdy usłyszał cudne kuranty z wieży kościelnej, myśl została skonkretyzowana. Była to przemożna chęć zakupu procesora gitarowego. Myśl ta kołatała mu się pod czaszką, gdy pił powoli kawę rozpuszczalną z czerwonego kubka.
Więc Krzysztof wchodzi na internet [ale przez modem, bo w Miechowie nie ma stałego łącza- i nie będzie] i sprawdza ceny. Osiemnaście tysięcy! Tyle forsy!!!
Przez następne pół roku Krzysztof harował ja wół na trzech etatach, dorabiał sobie na czarno, słowem- imał się mniej lub bardziej obrzydliwych zajęć w mieście powiatowym. I wreszcie, gdy odłożył 20 tysięcy, wyruszył do Kielc [choć do Krakowa bliżej, skoro mają się tam za coś lepszego od Miechowa- nie pojedzie]. Krzysztof idzie kieleckimi ulicami, kupuje pięknie zapakowany procesor gitarowy. Wiezie go autobusem. Ustawia na honorowym miejscu w swojej miechowskiej sypialni. Podziwia go, idzie spać.
Budzi się z nową myślą. Przecież w ogóle nie umie grać na gitarze, na niczym innym też. Obraża się na Kielce. Jak mogli mu to sprzedać? Nie są wcale lepsi od Krakowa, za nic mają nieumiejącego grać na gitarze i na niczym innym też miechowianina.
Krzysztof idzie na dworzec jedynego zlikwidowanego w Polsce PKS-u. Płacze wśród pustych peronów. Jego płacz niesie się wśród blokowiska. Cały Miechów płacze z Krzysztofem
Notka dodana do: opowiadanie .
Komentowana 0 raz(y)
Zostaw komentarz
Dozwolone tagi XHTML:
<a> <b> <i> <u> <tt> <code> <pre> <blockquote> <ul> <ol> <li> <acronym>
Link do trackbackowania | Śledź tę notkę (RSS)