'Głębokie gardło'

"Boogie nights' opowiada o wspaniałych czasach, jakie przeżywała branża porno przed AIDS. Cudowne lata siedemdziesiąte, niewiele odbiegające od 'normalnych' gale filmów XXX i atmosfera ciągłego podniecenia. Porno w pełnym rozkwicie, Paris Hilton jeszcze nie było, zatem amatorzy nie zagrażali profesjonalistom. Jeszcze w latach siedemdziesiątych filmy porno trafiały do regularnego kinowego obiegu.

Jeśli wierzyć mitowi, wszystko zaczęło się od 'Głębokiego gardła'. Film ten często jest przywoływany w dyskusji o erotyce filmowej. W chwili premiery 'Głębokiego gardła', że tak to ujmę, atmosfera przesiąknięta jest wolnością i psychedelikami. Film zrobił tak wielką furorę, że przyczynił się do pseudonimu informatora w aferze 'Watergate'... Magia kina.

Brutalnie rzecz sprowadzając na ziemię - 'Głębokie gardło' to pornol, z brzydkimi 'aktorkami' i obleśnymi facetami. Fabuła może stanowić wzorzec z Sevres fabuły filmu pornograficznego: główna bohaterka ma kiepskie życie erotyczne, bo jej łechtaczka mieści się głęboko w gardle. I to by było na tyle, bo w międzyczasie nieatrakcyjne męskie i damskie ciała dokonują czynności seksualnych i innych czynności seksualnych. Nuda

Tym niemniej jest parę 'smaczków', dla których warto zobaczyć to dziełko. Otóż tłem dźwiękowym dla scen seksu są utwory rockowe, dość mocno rozimprowizowane, natomiast orgazm sygnalizują w sferze obrazu bijące dzwony, startujące rakiety i inne takie. Mimo celu, jakim było podniecenie widza, film może obecnie, na rynku rządzonym przez Ashley Bagget czy Dru Berrymore wywołać to, co 'Pianistka': niechęć do seksu.

No więc i reasumując- jednak nie bardzo warto, a atmosfera kultu jest znacznie przesadzona.

Głębokie gardło (Deep Throat) (1972)
reżyseria i scenariusz: Gerard Damiano, zdjęcia Harry Flecks, występują: Linda Lovelace, Harry Reems, Dolly Sharp, Bill Harrison

Skomentuj (1) 2007-10-08 13:27:17 Edytuj

300

Bardzo lubię cykl 'Sin City'. Powieści graficzne (rozbraja mnie ta nazwa...) Franka Millera, silnie osadzone w tradycji filmu noir są przesycone erotyką i brutalnością, ale właśnie w stylu czarnego kryminału. Dosłowność- niedosłowność dość brutalnych poczynań bohaterów ukrywa cień. Treść współgra z formą- konsekwentną, nieco oodrealnioną rzeczywistością: wszystkie kobiety to doskonałe kochanki o perfekcyjnych kształtach. Mężczyźni są klasycznymi samcami. Zero wzruszeń- skuteczne dążenie do celu. Umiejętna żonglerka klasycznymi motywami i stereotypami- to cechy tego komiksu. Umiejętności Millera w eksploracji kultury w poszukiwaniu inspiracji są jednak olbrzymie. O czym świadczy- osadzony w historii (i mitologii) starożytnej Grecji komiks '300'. Jeśli mnie nic nie myli (a może), jest to Millera wizja wynikająca z odbioru filmu '300 Spartan' (tyle w tej kwestii, bo nie widziałem wspomnianego tytułu). Na podstawie 'Sin City' Rodriguez zrobił całkiem zgrabny film sensacyjny. '300' jest zaś filmem monumentalnym, opartym w dużej mierze na formie- epickim, pełnym rozmachu obrazie. Kinowe widowisko (co pewnie wynika z pierwowzoru komiksu), zrealizowane sprawnie, a opierające się na podstawowych emocjach.

Patos- to podstawowa cecha tego filmu. Jeżeli ktoś nie trawi podniosłych chwil (te chwile na tle amerykańskiego sztandaru w jakiejś rąbance), raczej nie będzie usatysfakcjonowany. Historia Leonidasa- przyszłego króla Sparty od pierwszych chwil przesiąknięta jest klimatem Opowieści O Prawdziwym Męstwie [fanfary]. Źródła Mocy Bohatera wynikają z jego młodości- umiejętności przetrwania w samotności przez rok. Leonidas stawia czoła wielkiemu i strasznemu wilkowi. Powraca do Sparty, aby stać się jej królem.

Wojna z Persami- a właściwie jej epizod: bitwa pod Termopilami- stanowi główną część filmu. Wojska Kserksesa nacierają, Spartanie się bronią. Coraz nowe rodzaje wojsk, coraz cięższa obrona- wreszcie rozstrzygnięcie (film jest oparty na wydarzeniach historycznych, ale wolę nie pisać o wyniku bitwy, bo pewnie niektórzy uznaliby to za spoilera). Wszystko efektownie nakręcone, podbite świetną ilustrującą muzyką- na wskroś nowoczesne (należy tu wspomnieć o kwestiach, jakie wypowiada Leonidas- skrzących się od ironii i drwiny). Chociaż podstawą do scenariusza filmu, potem komiksu, a potem następnego filmu były wydarzenia historyczne nie należy go traktować jako gotowego skryptu na lekcję o starożytnej Grecji. Kontrowersyjne jest pretekstowe potraktowanie historii. Ale tu trzeba oddać sprawiedliwość Millerowi- pretekst dotyczy tylko wydarzeń. Postacie stworzył pełnokrwiste- pełne okrucieństwa i żądz: to nie jest świat ugrzeczniony dla potrzeb filmu- jest nawet zbrutalizowany.

Reżyser- Zack Snyder- jest sprawnym realizatorem teledysków: co widać w sposobie montażu i pewnej przesadzie w obrazie. Mimo ograniczonego pola do popisu- aktorzy pokazali swoje umiejętności- szczególną uwagę przykuwa filmowy Leonidas- Gerard Butler (nie, nie mam na myśli okrzyku SPARTAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!), a także jego wielki (dosłownie) przeciwnik- w rolę Kserksesa wcielił się Rodrigo Santoro (zdaje się, że wystąpił w serialu Lost). Także pozostali aktorzy prezentują porządne rzemiosło.

Refleksje pozamerytoryczne: królowa to fajna kobieta, a wyrocznia też niczego sobie.

Skomentuj (3) 2007-04-02 12:50:13 Edytuj

Sezon na kaczki

Etiuda filmowa jest dla studenta reżyserii (i oczywiście operatorki) czymś na kształt ćwiczeń z anatomii. W kilku minutach obrazu musi się zawrzeć pewna autonomiczna historia. Jest też ćwiczeniem warsztatowym- różne są wyniki pracy: kwestia umiejętności, talentu, wrażliwości...

Niewątpliwie jest też etiuda ćwiczeniem współpracy między reżyserem a operatorem, czego najlepszym dowodem jest 'Sezon na kaczki' Julii Ruszkiewicz. Autorem zdjęć jest coraz popularniejszy Paweł Dyllus. Historia małego chłopca, który przypadkiem zabija brata, jest dobrze zbudowana charakterologicznie. Bracia różnią się od siebie, są nieco skonfliktowani, ale w żadnym razie nie można mówić tu o nienawiści. Wypadek jest nagły i niespodziewany- jeden brat ginie, drugi zamyka się w sobie- chociaż szybko przyznaje się do swojego-nieswojego czynu. Ruszkiewicz wyraźnie potrafi pracować z dzieckiem, co owocuje wiarygodnymi postaciami braci. Rodzice po stracie starszego syna pogrążają się w głębokiej żałobie- do pewnego czasu. Intymny nastrój całej historii oparto o właściwie prowadzoną grę aktorską, dobrze zrobione zdjęcia... Etiuda zrealizowana z konsekwencją i chyba świadomością własnych umiejętności (zarówno przez reżysera, jak i operatora). Warto obejrzeć, jeśli będziecie mieć taką okazję.

Skomentuj (3) 2007-03-21 16:29:27 Edytuj

Job, czyli ostatnia szara komórka

Dawno temu istniały pewne zasady dotyczące pisania scenariusza. Amerykański paradygmat mówił coś o dwóch punktach zwrotnych, ekspozycji. konfrontacji i rozwiązaniu. Generalnie Hiroł żył sobie swoim życiem [ekspozycja], COŚ [1 punkt zwrotny] zmuszało go działania [konfontacja] prowadzącego do CZEGOŚ INNEGO [punktu zwrotnego 2], po czym następował sobie hepi end i widzowie mogli z czystym sumieniem wyrzucić kubełek po popcornie. Wszyscy są szczęśliwi i tak dalej. Paradygmat scenariusza funkcjonuje nadal w całkiem sprawny sposób, łatwiej wszystkie elementy dostrzec w amerykańskim produkcyjniaku, niż europejskim kinie autorskim. Coś, co sprawdza się dobrze od Arystotelesa jest po prostu najlepszym rozwiązaniem...

...jak dowodzi jednak 'Job...' nie dla wszystkich. Konrad Niewolski, autor dobrej 'Symetrii' (więzienną przeszłość reżysera wyśmiał nieco Sikora- pierwowzór jednego z bohaterów 'Długu') zrobił komedię. W zbliżonym czasie na ekranach pojawił się także 'Palimpsest', którego nie widziałem. Tymczasem komedia...
Otóż jest to film, którego scenariusz miał chyba udowodnić, że w naszych ciężkich, ponowoczesnych czasach, Arystotelesowskie pomysły na budowę fabuły są kompletnie przestarzałe. Tak! Oto jest bowiem 'Job...' kolejnym (po niesławnym 'Wiedźminie') polskim filmem, w którym NIE MA fabuły. Aktorzy wchodzą, odwalają swoje kwestie/czynności i schodzą. Zagadką jest obecność Szyca (czyżby nie miał nosa do ról?) i całkiem niezłego Andrzejewskiego. No właśnie- nieśmieszny zbiór dawno przetrawionych skeczy, wszyscy znamy tę piosenkę, PISF rzucił pieniądzem, na początku słusznie i antyglobalistycznie wylatuje w powietrze supermarket Stonka. Bohater A nie może się uczyć do egzaminu bo mu pies przeszkadza. Bohater B musi jeszcze raz zdać egzamin na prawo jazdy. Bohater C ma wiekopomną szansę otrzymania pracy. Wśród rozterek typu ucieczka przed kanarami, czy śmieszniuteńkie (w założeniu) historie z dzieciństwa wkradają się zajebiście śmieszne (tak, to ironia) obrazki z cyklu 'Job- magazyn bezrobotnego i pracoholika', czyli wynurzenia pracujących w zawodach typu tirówka, nekrofil prosektoryjny czy inny kanar. No więc mało zabawne, tak... Aha: czołówka naprawdę dobra i profesjonalnie zrealizowana odstaje od filmu. NAPISY CZOŁOWE ODSTAJĄ OD FILMU! NA KORZYŚĆ!!!

PISF miał nie tylko promować kino ambitne, autorskie (czasami nawet relatywnie tanie w realizacji), ale także mieć swój współudział w wyselekcjonowanych produkcjach popularnych (a potem zyski idą na inne filmy). Pytanie: co odpadło po selekcji, jeśli pieniądze dostał 'Job...'. Odradzam- można obejrzeć tylko, jeśli nie przeszkadza wam film w formule słabiutkiego kabaretu. W moim przekonaniu szkoda na to Waszego czasu i Waszych pieniędzy.

Skomentuj (1) 2007-03-21 16:13:07 Edytuj

'Labirynt Fauna'

Guillermo del Toro jest Meksykaninem o hiszpańskich korzeniach. Już od najmłodszych lat był wielkim fanem kina- najpierw amerykańskiego filmu grozy (horrory z Universalu, ale także Hooper i Romero), ale z racji zamieszkiwania w Meksyku miał okazję oglądać kino tworzone według innej hiszpańsko- latynoskiej receptury- zatem realizm magiczny, tajemnica (dużo głębsza niż w klasycznych hollywoodzkich horrorach), wieloznaczność i istotna rola symbolu (w dodatku głęboko osadzonego w kulturze). Fascynacja dziesiątą muzą okazała się na tyle silna, że del Toro zdecydował się na studia w tym kierunku (odbył trzyletni kurs mistrzowski u guru efektów specjalnych- Dicka Smitha)- po powrocie do Meksyku zajmował się produkcją. Jego pełnometrażowym debiutem był metafizyczny horror 'Cronos'- powstał w 1993 roku. Już w tym filmie widać to co istotne dla 'hiszpańskiego' nurtu w twórczości reżysera- bohaterem i niejako narratorem wydarzeń staje się dziecko: warto obejrzeć pod tym kątem 'Kręgosłup diabła' z 2002 roku (ciekawostka- wyprodukowało go studio braci Almodovar). Szerzej znany jest del Toro jako twórca 'Blade II- wieczny łowca', czy 'Hellboya'.

'Labirynt Fauna' zainteresował mnie od pojawienia się pierwszego plakatu (z tytyłowym Faunem, który przypominał trochę demona) około dwóch lat temu. Premiera światowa miała miejsce w 2006, w Polsce ten film wchodzi na ekrany 30 marca: dobrze że w ogóle wchodzi, w czym- jak mi się wydaje- zasługa wielkiego (i jak najbardziej zasłużonego) tryumfu tego filmu na ostatnim festiwalu Camerimage. Sferę wizualną doceniono także podczas przyznawania Oscarów. Warto bowiem zauważyć, że podobnie jak Peter Jackson, del Toro w każdym okresie swojej działalności szczególną uwagę przykładał do obrazu filmowego- gra świateł i cieni w 'Kręgosłupie diabła' w dużej mierze buduje nastrój filmu. Del Toro zawsze jednak skupiał się na fabule (moim zdaniem Jackson czasem za bardzo bawił się możliwościami, zwłaszcza w nowozelandzkim okresie), co automatycznie dyscyplinowało jego wyobraźnię plastyczną.

Główną bohaterką jest jedenastoletnia Ofelia. Poznajemy ją, kiedy z matką przybywa do urokliwie wyglądającego zakątka Hiszpanii. Mieszka tam jej ojczym, psychopata w mundurze- kapitan Vidal walczący z niedobitkami republikańskich patyzantów (akcja filmu dzieje się w latach czterdziestych). Już od samego początku wiadomo, że Ofelia i ojczym nie będą w stanie stworzyć jakiejkolwiek pozytywnej relacji. Właściwie Vidal jest typowym samcem, któremu zależy tylko na utrzymaniu swojej linii rodowej (żonę traktuje dosłownie jako pojemnik na płód), kobiety nie interesują go. Popęd rekompensuje sobie zajęciami typu torturowanie, efektowne mordowanie, zastraszanie (wszystko to robi osobiście). Oś konfliktu niewinne dziecko- psychopatyczy ojczym sugerowałaby nieco Freudowskie rozwiązanie (możliwe ojcobójstwo?), ale w tym pradawnym miejscu Hiszpanii działa też trzecia siła- reprezentowana przez Fauna i jego labirynt. Ofelia, rozmarzone dziecko, żyjące w świecie legend i wybujałej wyobraźni uruchamia jego mechanizm na początku swojego pobytu. Rzeczywistość i baśń mieszają się. Świat jawi się jako miejsce ciągłego konfliktu dobra ze złem- tak widzi go dziecko. Jest to przeniesienie baśniowej wizji do świata rzeczywistego. Antagoniści Ofelii pochodzą zarówno z rzeczywistości, jak i z baśni. W labiryncie wyborów- bo postępowanie człowieka jest wędrówką. Pod bogatą wizualnie sferą kryją się pytania o wartości podstawowe- dobro, zło i wybór między tym, co pozornie jest dobre. Nie wiemy do końca jak jest z tym światem mitycznym: wszak istnieje parę sytuacji, które pozwalają na przypuszczenie, że jest on pełnoprawny i rzeczywiście istnieje (a nie jest tylko produktem wyobraźni Ofelii). Dla bohaterki istotna jest kwestia wyboru między tym, czego chce Vidal, a poleceniami Fauna- te ostatnie mają ją doprowadzić do Królestwa. A przecież nie wiadomo, czy można zaufać Faunowi... Film jest niezwykle delikatnie opowiedziany, łagodne (acz wyraźne) są też granice między znającą tajemnicę Ofelią, a ignorantami- ludźmi. Oni muszą wybierać tylko w jednym świecie i nigdy nie zrozumieją dziecka- 'o za dużej' w dodatky wyobraźni. Nawet najbliższa jej matka, czy służąca- Mercedes nie mają takiej możności- nie w tym świecie...

Z początku może przeszkadzać czarno- biały podział w rzeczywistości. O ile w krainie baśni takie rozróżnienie jest zasadne (właściwie bez niego nie istnieje baśń), o tyle ludzie dobrzy i ludzie źli raczej rzadko się przytrafiają- walka między ludźmi to walka o błahostki, bowiem każdy wierzy w to, że walczy o dobro. Z punktu widzenia dziecka wszystko jednak się zgadza- odosobnione czyny powodują przypisanie do złych lub dobrych. Ofelia- świadomie lub nie- przenosi reguły baśni-labiryntu w jakim się porusza do świata, w którym żyją ludzie. Co więcej- kiedy dokonuje przeniesienia w sposób ostateczny, zawodzi ją świat baśniowy (mam nadzieję, że to nie spoiler)... Dziecko musi zrozumieć, że nic nie jest takie oczywiste, jak mu się wydawało. Inna sprawa- do czego prowadzi ta wiedza... Del Toro słusznie zastanawia się nad problemem wyboru kiedy nie rozróżnia się niuansów. Czy wolność z jedna opcją to prawdziwa wolność? Jaka jest wartość życia? Czym właściwie może być Labirynt Fauna?- wydaje mi się, że to pytania, na które każdy z widzów musi odpowiedzieć sobie sam...

Labirynt Fauna (El laberinto del fauno). Scenariusz i reżyseria Guillermo del Toro; zdjęcia: Guillermo Navarro; muzyka: Javier Navarette; efekty specjalne: Everett Burrel; maski: David Marti. Występują: Ivana Baquero (Ofelia), Sergi Lopez (Vidal), Maribel Verdu (Mercedes), Ariadne Gil (Matka Ofelii), Alex Angulo (doktor), Doug Jones (Faun). Hiszpania - Meksyk 2006.

Skomentuj (1) 2007-03-18 09:19:33 Edytuj

Oskary

Wczoraj ogłoszono nominacje do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Wiadomo nie od dziś, że nie wartość- za przeproszeniem- historyczna filmów nagrodzonych jest średnia. Podejrzewam, że za jakiś czas ze zdumieniem będziemy wspominać tryumf pawia znanego pod tytułem 'Titanic'. Całe szczęście w zeszłym roku nie było pod tym względem źle. W tym roku przedstawia się to następująco.

W kategorii najlepszy film nominowane są następujące produkcje:

  • 'Babel'
  • 'Infiltracja'
  • 'Królowa>
  • 'Listy z Iwo Jimy'
  • 'Mała miss'
Chciałbym, żeby nagroda została przyznana jednemu z trzech ostatnich filmów. 'Babel' to- jak dla mnie- Innaritu ostro w dół, 'Infiltracja' to patetyczny Scorsese. Pożyjemy zobaczymy...

W kategorii najlepsza aktorka nominowane są:

  • Penelope Cruz za 'Volver'
  • Judi Dench za 'Notatki o skandalu'
  • Helen Mirren za 'Królową'
  • Meryl Streep za 'Diabeł ubiera się u Prady'
  • Kate Winslet za 'Małe dzieci'
Moim zdaniem nagroda należy się Helen Mirren- znakomicie wcielila się w rolę Elżbiety II. Różnie jednak może być, liczą się chyba Cruz no i- jak zawsze- Meryl Streep. 

Najlepszy aktor nominowano:

  • Leonardo DiCaprio za 'Krwawy diament'
  • Ryan Gosling za 'Half Nelson'
  • Peter O'Toole za 'Venus'
  • Will Smith za 'W pogoni za szczęściem'
  • Forest Whitaker za 'Ostatniego króla Szkocji'
Nie wiem czy zostanie doceniona doskonała kreacja Whitakera. Niewątpliwym atutem jest w tym przypadku kolor skóry aktora. Także metamorfoza Leosia DiCaprio może zostać doceniona.

W kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa nominowano:

  • Adriana Barraza za 'Babel'
  • Cate Blanchett za 'Notatki o skandalu'
  • Abigail Breslin za 'Małą Miss'
  • Jennifer Hudson za 'Dreamgirls'
  • Rinko Kikuchi za 'Babel'
A, czy ja wiem? Breslin ma szansę, no ale 'Babel' też może zgarnąć nagrodę w tym przypadku nagrodę.

Do Oskara za drugoplanową rolę męską nominowano:

  • Alana Arkina za 'Małą Miss'
  • Jackie'go E. Haleya za 'Małe dzieci'
  • Djimona Hounsou za 'Krwawy diament'
  • Eddie'go Murphy'ego za 'Dreamgirls'
  • Marka Wahlberga za 'Infiltrację'
Z serii kwiatek do kożucha: Eddie Murphy.

Kategoria najlepsza reżyseria (która mnie najbardziej interesuje)- nominowani:

  • Paul Greengrass za 'Lot 93'
  • Clint Eastwood za 'Listy z Iwo Jimy'
  • Stephen Frears za 'Królową'
  • Alejandro Gonzalez Inarritu za 'Babel'
  • Martin Scorsese za 'Infiltrację'

Wydaje mi się, że sprawa jest przesądzona i niezależnie od reszty nagroda trafi do Greengrassa za słuszny temat. Ot, polityka.

Scenariusz oryginalny:

  • Guillermo Arriaga za 'Babel'
  • Iris Yamashita za 'Listy z Iwo Jimy'
  • Michael Arndt za 'Małą Miss'
  • Guillermo del Toro za 'Labitynt Fauna'
  • Peter Morgan za 'Królową'
Bardzo wyrównana kategoria, ale ze względu na stopień skomplikowania scenariusza nagroda należy się- niestety!- 'Babelowi'.

Za scenariusz- adaptację nominacje otrzymali:

  • Sacha Baron Cohen, Anthony Hines, Peter Baynham, Dan Mazer za 'Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej'
  • Alfonso Cuaron, Timothy J. Sexton, David Arata, Mark Fergus, Hawk Ostby za 'Ludzkie dzieci'
  • William Monahan za 'Infiltrację'
  • Todd Field, Tom Perrotta za 'Małe dzieci'
  • Patrick Marber za 'Notatki o skandalu'
Wow! Dzięki tej kategorii (idiotycznej, bo w Holywoodzie adaptację może zrobić każdy- magia trwałych zasad scenariopisarstwa) dowiedziałem się że 'Borat' jest adaptacją. Niestety nie do końca wiadomo czego.

Najlepszy film nieanglojęzyczny:

  • 'After The Wedding' (Dania)
  • 'Indigenes' (Algieria)
  • 'Życie na podsłuchu' (Niemcy)
  • 'Labirynt Fauna' (Meksyk)
  • 'Water' (Kanada)
Nagrodę powinien otrzymać 'Labirynt Fauna'. Genialny wizualnie i tematycznie film, w polskich kinach JUŻ w marcu.

Najlepsze zdjęcia:

  • Vilmos Zsigmond za 'The Black Dahlia'
  • Emmanuel Lubezki za 'Ludzkie dzieci'
  • Dick Pope za 'luzjonistę'
  • Guillermo Navarro za 'Labirynt Fauna'
  • Wally Pfister za 'Prestiż'
Nie wiem kto wygra, aczkolwiek zmoim faworytem jest 'Labirynt Fauna'. Także 'Prestiż' jest cudowny wizualnie.

Montaż

  • Stephen Mirrione, Douglas Crise za 'Babel'
  • Steven Rosenblum za 'Krwawy diament'
  • Alex Rodriguez, Alfonso Cuaron za 'Ludzkie dzieci'
  • Thelma Schoonmaker za 'Infiltrację'
  • Clare Douglas, Christopher Rouse i Richard Pearson za 'Lot 93'
Montaż często ratuje filmy. No a w przypadku 'Babel' był chyba szczególnie trudny...

Pozwolę sobie skończyć w tym momencie, albowiem reszta kategorii jakoś mnie nie interesuje. Z pewnością Oskary za charakteryzację są wyróżnieniem ciężkiej pracy make-upisty. Natomiast kategoria film dokumentalny prezentuje zazwyczaj filmy słuszne, takie jak 'Jesus Camp'. To tyle.

Skomentuj (0) 2007-01-25 08:58:40 Edytuj

'Jabłka Adama'

Adam jest neonazistą. Ostatnie miesiące kary więzienia spędza pod opieką niezwykłego pastora- Ivana. Film rozpoczyna znamienna scena: główny bohater wysiada na pustkowiu, a gdy autobus odjeżdża, scyzorykiem rysuje jego karoserię. Adam ma pewien sposób widzenia świata: w 'celi', jaka zostaje mu przydzielona, zdejmuje ze ściany krzyż, a wiesza portret Adolfa Hitlera. Mimo całej niechęci, jaką może budzić, oglądamy dziwaczną rzeczywistość jego oczami.

Ivan, pod którego opieką znajduje się Adam, jest święcie przekonany, że wszelkie przeciwności losu to próby Szatana, które mają spowodować utratę wiary. Świat, jakim go widzi, jest zupełnie inny niż widzą go widzowie (i Adam). Fakt, że jego podopieczny alkoholik pije na umór, a drugi nadal napada na stacje benzynowe, jest tylko pozorem. Tak naprawdę to dobrzy ludzie: wierzy w ich zapewnienia. Czyny są nieważne, mogą podlegać interpretacji, która powoduje, że są zupełnie czym innym, niż się to wydaje.

Adam nie rozumie, jak to jest możliwe. Gdy nokautuje pastora, jest przekonany że ten wyrzuci go z powrotem do więzienia. Tak się jednak nie dzieje- Ivan przechodzi do porządku dziennego nad agresją Adama. Bo ten obiecał mu, że upiecze jabłecznik. Ma się więc opiekować jabłonią. Plaga ptaków i szkodników są tylko próbą Szatana, który chce odwieść Adama od wytyczonego celu. Według Ivana Adam musi dążyć do celu, mimo że spotykajągo liczne przeciwności: tylko wtedy będzie mógł nazywać się godnym człowiekiem. A jednak Adam nie przyjmuje takiej życiowej filozofii. Postanawia przekonać wszystkich, że to on ma rację. Kończy się to apokaliptyczną burzą z piorunami. 

Film Jensena jest czarną komedią. Dlatego sytuacje, w jakich wybuchamy śmiechem czasami nie są śmieszne, ale w swoim absurdzie powodują, że nie można traktować ich poważnie.

Jabłka Adama ('Adams æbler'), reż. Anders Thomas Jensen; scen. Anders Thomas Jensen zdj. Sebastian Blenkov, produkcja: Dania , Niemcy 

Skomentuj (2) 2007-01-20 16:33:33 Edytuj

'Droga do Zatracenia' raz jeszcze

Relacja ojciec – syn wydaje się oczywista. O banał ociera się stwierdzenie, iż rolą ojca jest bycie wzorem do naśladowania, zaś obowiązkiem syna- posłuszeństwo. Analiza intymnej więzi ojcowsko – synowskiej pozostaje w sferze zainteresowania psychologii, zwłaszcza psychoanalizy. Z jej perspektywy niezwykle istotny jest moment, kiedy syn zaczyna dorastać, nazywany różnie: od dość delikatnego pojęcia deidealizacji obrazu ojca po ostre symboliczne ojcobójstwo. Chłopak- ale już młody mężczyzna włącza się w dorosłe życie, które w systemie patriarchalnym zdominowane jest przez innych mężczyzn i ich decyzje. Świat dorosłych to świat konkurencji- w tym rywalizacji z własnym ojcem- bo i on staje się konkurentem. Każdy mężczyzna ma swoje terytorium i strefę wpływów. Młody- musi zdobyć i jedno, i drugie. Wraz z początkiem dojrzewania zaczyna się proces polegający na zdaniu sobie sprawy, iż ojciec- jaki by nie był- nie jest idealny. Na posągowym wizerunku pojawiają się pierwsze rysy. Dojście do realnej oceny sytuacji poprzedza często symboliczne ojcobójstwo- totalna negacja ojca, jego osiągnięć i sposobu życia. Dla potrzeb niniejszej pracy najistotniejszym elementem psychoanalitycznej teorii ojcostwa i synostwa jest moment nagłego zniszczenia obrazu wszechmocnego ojca i, co za tym idzie- gwałtownej utraty poczucia bezpieczeństwa. Gdy syn zdaje sobie sprawę, iż ojciec nie jest silniejszy od niego, przeżywa zawód- utratę pewnego gruntu. Jego relacje z ojcem muszą ulec zmianie, przebudowie. Różnie może się ona zakończyć: czasem budową bliskiej więzi, czasem rozstaniem.

Sam Mendes w Drodze do Zatracenia- filmie stylizowanym na wielki fresk gangsterski- po części nawiązujący do kina noir lat czterdziestych, a po części do „Ojca Chrzestnego”- jako główną treścią fabuły uczynił nie klimatyczne, wręcz filmotwórcze środowisko mafii, ale- z pozoru banalną- historię podróży, choć należałoby raczej użyć słowa odysei, którą odbywa w ciągu 6 tygodni Mike Sullivan- człowiek mafii- ze swoim synem- Michaelem. Reżyser przedstawia analizę relacji panujących w rodzinie Sullivana i łączy je– przez analogię- z relacjami panującymi w mafii.

W mikro- i makroświecie obowiązują te same prawa. Mike zgadza się na wszystkie zadania postawione mu przez Johna Rooney’a- bossa mafii, mającego w sobie wiele ze starotestamentowego patriarchy, a nawet Boga: on daje i odbiera. Mike dostał od bossa dom. W jakich okolicznościach John Rooney przygarnął Sullivana? Nie wiadomo. Faktem jest, że są jak ojciec i syn. Ukochany syn, któremu zawsze się ufa. Sullivan nie jest spokrewniony z Rooneyem, ale łączy ich miłość. Zaufanie. Uzupełniają się- widać to dobitnie w scenie gry na fortepianie- gry na cztery ręce. Jest tkliwość w ich relacjach, troskliwość, której nie ma pomiędzy Rooneyem a jego prawdziwym synem, Connorem, mordercą rodziny Sullivana. Rooney kocha ich obu, ale Connor nie potrafi się w swojej zawiści otworzyć, nie potrafi spojrzeć inaczej na Michaela- też „syna” jego ojca, ale nie brata. Connor liczy tylko na doraźną pomoc. Właściwie oczekuje na śmierć ojca i odziedziczenie po nim wpływów. Jest bardzo żądny władzy. Od lat oszukuje ojca na mniejsze czy większe sumy: giną tylko rzekomi dłużnicy.

Rooney- ojciec tak bardzo kocha Connora, że- jak wynika z jego słów- nie waha się posłać na tamten świat niewinnych ludzi: chroni syna przed zdemaskowaniem. Nawet gdy Connor zabija rodzinę Mike’a, John stara się go ochronić. Zaufanie, jakim obdarzył Sullivana ustępuje lękowi przed śmiercią przyszłego dziedzica- niezależnie od charakteru biologicznego syna. I chociaż w scenie finałowej zemsty, przyznaje moralną rację Mike’owi, trudno nie pozbyć się wrażenia, że czyni tak jako zmęczony stary człowiek: cieszę się, że to ty. Śmierć z ręki niegdyś ukochanego syna jest ulgą, ale i końcem historii więzi synowsko – ojcowskiej. Jedną z możliwości: Mike też w jakiś sposób dojrzewa. Wcześniej był synem bezproblemowym- można go było obdarzyć zaufaniem. Nie zadawał niepotrzebnych pytań. Gdy ginie jego rodzina, jest pewien swojego prawa do zemsty na mordercy- Connorze. Gdy „ojciec”- John Rooney odmawia mu racji, następuje gwałtowny rozpad jego obrazu świata. Pozostaje szacunek wobec bossa- a i to nie do końca. Sullivan- senior rozstrzeliwując ojca dokonuje egzekucji na swojej przeszłości, na mitach, w które wierzył. Teraz sam musi wejść w relację zaufania z własnym synem: musi stworzyć sobie nowy system wartości. Śmierć Rooney’a, chociaż będąca końcem, jest zarazem początkiem nowej historii.

W domu Mike’a panuje podział- jak już wspomniałem, zaczerpnięty ze środowiska mafii- na ojca, który zarabia pieniądze i resztę rodziny: żonę i synów, bezwzględnie żywicielowi rodziny posłusznych. Sullivan- senior wypełnia to, co uważa za swoje obowiązki- utrzymuje rodzinę. I tylko to. Obcość ojca i starszego syna zaznaczono pięknym obrazem. Oto Michael po dniu pracy przebiera się w sypialni. Z punktu widzenia syna- Michaela- wygląda niczym ikona: ramę stanowią otwarte drzwi, także światło pada na ojca jak na święty obraz. Widać dystans dzielący ojca od syna. Michael zwraca się do ojca jak wasal do suwerena: nie „tato”, ale „sir”. Postać Sullivana- ojca jest silnie zmitologizowana- synowie nie wiedzą dokładnie, skąd wzięła się tak bliska relacja między nim a Johnem Rooneyem. Nie wiedzą jak zarabia. Obowiązkiem synów jest nie wiedzieć i nie pytać.

Gdy Michael- kierowany ciekawością- poznaje prawdziwe zajęcie ojca, sprowadza na całą rodzinę groźbę. Ginie żona i młodszy syn. Mike i Michael nagle muszą na sobie polegać- z dnia na dzień odkrywają wagę wzajemnego zaufania. Wyruszają w drogę do Zatracenia- nie tylko jako miejsca, ale przede wszystkim pewnego stanu ducha. Rozpoczyna się podróż – dla Juniora ucieczka przed zabójcami, rozpaczą po stracie matki i małego braciszka. Droga poznania mężczyzny, którego nazywa tatą, a który jest tak daleki. Dla Seniora droga jest wynikiem rozpadu świata i wartości, jakie wyznawał- doznał gwałtownego przebudzenia: wszystko, w co silnie wierzył okazało się złudzeniem. Co gorsza, takim złudzeniem stało się to, w co niezbicie wierzył szlachetność Johna Rooney’a. Wraz z rozwojem sytuacji jest on coraz mniej patriarchą, a coraz mocniej gangsterem. Mike nie ma wyjścia: konstruuje nową intymną więź z synem. Uczy go używania broni, prowadzenia samochodu. Razem dokonują zemsty. Ale przy tym wszystkim Mike wyraźnie uczula syna na to, aby był dobrym człowiekiem. Nie chce, aby spotkał go taki sam los. Relacja, jaką budują Mike i Michael oparta jest nie tylko na wzajemnym zaufaniu. Emanuje z niej wielka miłość. Pierwsze nieśmiałe rozmowy- trudne, bo prowadzone przez ludzi, którzy tak naprawdę- choć żyli obok siebie- nie znali się. Zaufanie pozwoliło na ujawnienie uczuć- rozwój miłości ojcowsko- synowskiej. Ta zaś doprowadziła do zaufania jeszcze większego- bezgranicznego.

Michael ma 12 lat. Zaczyna dojrzewać- szuka odpowiedzi na pytania, które wcześniej pozostawiał wierze i posłuszeństwu. Chce poznać ojca: czy można go winić za śmierć rodziny? Nie wiedział, jakie prawa obowiązują w świecie dorosłych- świecie jego ojca. Bezproblemowo wierzył w mit i chciał go tylko sprawdzić. Nagle ojciec- będący ikoną- okazał się też posłańcem śmierci. Być może uczył syna sprawiedliwego, prawego postępowania- tym bardziej szokujące musiało być dla Michaela zdarzenie, jakiego stał się świadkiem- jest to początek rozpadu wizji świata, jaką miał: wizji dość prostej, ale przez to łatwej do uwierzenia. Ikona ulega roztrzaskaniu: dystans znika. Po raz pierwszy w relacji „równy z równym” widać Sullivanów, gdy ojciec odkrywa, kto go obserwował. Automatycznie obdarza syna zaufaniem: mówi mu, żeby nikomu nawet nie wspominał o tym, co widział. Connor udaje, że wierzy Mike’owi na słowo. Wykorzystuje jednak swoją pozycję i stara się pozbyć- przy okazji- konkurenta. Wysyła go z listem- rzekomo autorstwa jego ojca- będącym w zasadzie listem Bellerofonta, namawiającym adresata do zgładzenia Sullivana. Zazdrość i nienawiść, jaką żywił wobec mężczyzny będącego dla niego konkurencją w relacjach z ojcem wreszcie może zostać spełniona. Odzywa się dalekie echo historii Kaina i Abla.

Warto zwrócić uwagę, jak zmieniają się relacje pomiędzy Connorem a Johnem Rooney’ami po mordzie dokonanym przez tego pierwszego na rodzinie Sullivanów. John wpada w gniew. Connor, wcześniej ironiczny i obojętny wobec ojca- ale nie jego pieniędzy- bardzo się boi. Z jednej strony gniewu ojca, z drugiej- zemsty Sullivana. Ukrywa się przed zemstą. A jednocześnie spiskuje przeciw ojcu: namawia Nittiego: gangstera, który tylko kalkuluje, co mu się bardziej opłaca, do zmiany planów- Rooney’owi nie udaje się to jednak: Nitti ma już inne plany. Trzeźwa kalkulacja, a nie emocje: to cechy wyróżniające. Ojciec kocha Connora i sam znajduje płatnego mordercę- postać z innego świata: wypranego z emocji Maguire’a: fotografa który strzela trupy. Postać na tyle bezwzględną, że ostatecznie uśmiercającą „model”, który okazał się być jeszcze żywy. Zimny profesjonalista, psychopata (dokonujący ostatecznej zemsty- zabicia Sullivana- już nie na zlecenie, ale z własnych pobudek) jest postacią najsilniej łączącą film Mendesa z klasycznym filmem noir. Nie ma w nim żadnych uczuć- on po prostu działa. I staje się wyzwoleniem Michaela. Gdy Sullivan junior już ma pociągnąć za spust, aby zabić Maguire’a, waha się: oczekuje pomocy ojca? Mike ostatnimi siłami uwalnia syna od brzemienia krwi, które wprowadziłoby go na drogę do zatracenia w świecie mafijnych porachunków i zależności. Ostatecznie nie otrzymujemy bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy Mike Sullivan był dobrym, czy złym człowiekiem. Był po prostu ojcem Michael’a. Sześć tygodni, które spędzili razem było dla nich wydarzeniem nowym: rekonstrukcją świata zarówno dla ojca, który wypadł z mafijnej gry, jak i syna, poznającego i smakującego świat dorosłych w całej okazałości.

Mendes w swoim drugim filmie, podobnie jak w American Beauty zajął się problematyką rodzinną. Widać pewnego rodzaju kontynuację wątków: niewiara w american dream, przebijająca z postawy Lestera Burnhama, negacja pustych słów: rodziny, małżeństwa i wolności, wbrew zupełnie innej ikonografii występuje i w tym filmie. Scorsese stworzył Gangi Nowego Jorku- film o mafii, która budowała Amerykę: film nieznośnie patetyczny, mitologizujący- jak w filmie noir- dzielnych gangsterów i ich piękne kobiety. Mendes we wcześniejszej Drodze do Zatracenia, choć w sferze wizualnej i znaczeniowej czerpiącej pełnymi garściami z klasyki filmu gangsterskiego, pokazuje mafię jako miejsce snu. Mike Sullivan śni sen o wierności i poświęceniu. Connor Rooney- marzy o władzy, doskonałości i bogactwie. John Rooney- pogrążony w głębokim śnie starzec budzi się najwcześniej: a wraz z przebudzeniem staje się cynicznym szachistą, dążącym do jak najszybszej eliminacji ukochanego niegdyś syna. Z perspektywy Nitti’ego- gangstera, który nie śpi, tylko oblicza ewentualne zyski i straty, świat Rooney’ów i Sullivanów jest nieznośnym przeżytkiem. Co prawda stare zobowiązania każą mu otoczyć opieką Connora Rooney’a, ale gdy tylko zmienia się sytuacja, z chęcią się go pozbywa. Otóż punkt widzenia Mendesa jest bliski podejściu Nitti’ego. Jest to podejście ironisty- w Rorty’owskim ujęciu: rzeczywistość mafijna jest tylko estetyczna: ładnie wygląda, ale w sumie zasady nią rządzące są puste. Gangi nie zbudowały Ameryki: rozbudowane zasady Rooney’ów i Sullivanów osłaniały żądzę zysku. Właśnie Nitti, ale i Connor Rooney stanowią rzeczywistość mafii: zimnych, kalkulujących gangsterów, którzy piękne zasady przyjmują tylko, gdy płynie z tego jakaś korzyść.

Dlatego struktura rodziny Sullivanów oparta na wzorze mafijnym nie ma szans na przetrwanie. Rodzina to nie tylko zasady, ale przede wszystkim więzi i emocje. Warto zauważyć, że analizy możliwych relacji między ojcem i synem Mendes dokonuje na przykładzie rodzin niepełnych: tylko ojciec i syn pozostali u Rooneyów, a potem Sullivanów. Samotny ojciec wychowujący syna: dość rzadki w rzeczywistości przypadek. Dwie pary ojciec – syn bierze Mendes pod lupę i przeprowadza analizę więzi. I tylko ona nie ulega demitologizacji w dziele Mendesa. Pod tym względem jest to dzieło położone na innym biegunie niż American Beauty: pozostaje jednak resztka optymizmu.

Skomentuj (0) 2006-09-05 11:01:55 Edytuj

'Wimbledon'

Lekka i niezbyt długa [ok. 1 godziny 40 minut] brytyjsko- amerykańska komedia romantyczna. Jak mi się wydaje, brytyjskość bardzo wyraźnie wprowadza Paul Bettany, którego bohater: tenisista u schyłku kariery właśnie dostał dziką kartę na Wimbledon. Peter Colt ma 32 lata i jest pozbawiony wszelkich złudzeń: o swojej rodzinie (niekochający się rodzice, brat, który zawsze obstawia przeciwników Petera), swoich możliwościach (monolog wewnętrzny bohatera w trakcie pierwszego meczu- a i we wszystkich meczach- jest chyba jedną z zabawniejszych części filmu) i swoim życiu.

Intryga, dość prościutka, rozpoczyna się, gdy zrezygnowany Peter przypadkiem trafia do pokoju młodej amerykańskiej nadziei tenisa. Oczywiście nadzieja (Kirsten Dunst) staje przed oczami bohatera naga, więc wątek fascynacji fizycznej pojawia się natychmiast. W dodatku Lizzie wyraźnie okazuje Peterowi zainteresowanie, co niejako dodaje mu skrzydeł i zaczyna wygrywać. Schemat komedii romantycznej daje znać o sobie w finale, oczywiście po drodze jest komplikacja, której początek tkwi w nadzwyczaj ambitnym ojcu Lizzie.

Mimo wszystko film nie jest pozbawiony pewnego uroku: wiecie jak to jest. Mówi się komedia romantyczna, a sporo osób od razu myśli "Francuski pocałunek" czy "Ja cię kocham a Ty śpisz"- bo te filmy miały właśnie to, co ma Wimbledon: niegłupich, dających się lubić bohaterów. A że Peter Colt ma raczej duży dystans do własnej wartości, tym bardziej zostaje w pamięci. Z czystym sumieniem daję 4/6

Skomentuj (0) 2006-05-10 21:10:18 Edytuj

'Bohater naszych czasów'

Świetna anegdotka filmowa. Szanowany profesor [w tej roli Jan Machulski] po latach odwiedza IPN, aby zajrzeć do swojej teczki. Wszyscy mają go za postać kryształową, ale niesłusznie. Widać procedurę kuszenia bohatera przez SB, jego zgodę i potem zdenerwowanie, kiedy trzyma w ręku opasły dorobek, w postaci swoich donosów. Bardzo klimatyczne- z retrospekcjami Szczepanik radzi sobie sprawnie.

Skomentuj (0) 2006-04-06 17:07:36 Edytuj

'Mamo'

Wydaje mi się, że to najsłabszy film dzisiejszego dnia. Ale słabość nie tkwiła w scenariuszu, ile raczej w pomyśle, żeby rozegrać historię bez dialogów. Jako ćwiczenie jest to dobre, ale trudno mówić o sukcesie artystycznym. Kuba Czekaj nie potrafi jeszcze myśleć sekwencjami obrazów: pojedyncze obrazy mają siłę, ich połączenia są raczej słabe.

Ten film miał za temat macierzyństwo. I jak każdy film, w którym idea wzięła górę nad scenariuszem, dochodzi do pewnego przekłamania, zwłaszcza na poziomie psychologii postaci. Matka łączy w sobie przyjaciółkę, opiekunkę; dla swojego syna rezygnuje z perspektywy szczęścia. Niewyraźne to wszystko było, aczkolwiek porażka reżysera wynikała raczej z braku doświadczenia, a nie jak we wczorajszym "Poradzi sobie" z ignorancji.

Skomentuj (0) 2006-04-06 17:03:02 Edytuj

'Dozór'

Dokument Krzysztofa Borówki opowiada o dozorczyni jednego bloku w Siemianowicach. Główna bohaterka jest samotną [od kiedy- nie dowiadujemy się] matką, obecnie wychowującą trójkę dzieci. Młodszy syn od wielu lat cierpi na silną padaczkę. Często powtarzają się u niego ataki. Matka musi się nim opiekować, a to umożliwia jej tylko taki sposób pracy. Chociaż jest jej ciężko, stara się utrzymywać wszystko w porządku.

Życie jej raczej nie rozpieszczało: przyjechała na Śląsk za pracą. Ma piątkę dzieci, o mężu nawet nie wspomina: nie ma go w tym filmie i chyba w jej życiu. Dwójka najstarszych już ma własne rodziny, reszta mieszka z matką. Co ciekawe- nie ma raczej pretensji do życia, ma marzenia: chciałaby pracować z młodymi dziewczynami [jako policjantka]. Wydaje mi się, że wartość teko dokumentu tkwi nie tyle w warsztacie twórców, ile w bohaterce. Ogólnie bardzo przyjemny, pozytywny dokument.

Skomentuj (0) 2006-04-06 16:58:06 Edytuj

'Franciszek'

Jest to zabawna etiuda Tomasza Jurkiewicza. Opowiada o młodym człowieku, któremu spełnia się marzenie- zostaje kanarem.

Zabawność tego ćwiczenia, bo film to za duże słowo, opiera się jednak na paru anegdotach: babcia dbająca o zdrowie i dająca olbrzymie ilości zieleniny nawet psu; machanie legitymacją przed nosem niewidomego... Spójność fabuły istnieje, bo jest właściwie tylko jeden wątek. Bohater poznaje kobietę, która nie ma biletu, wraca późno do domu, ale nic z tego nie wynika. Mimo wszystko jest to film sympatyczny, bo autor nie sili się na interteksutalność. Posiada wszakże pewną lekkość opowiadania, która- mam nadzieję, pozwoli mu kiedyś zrobić coś świeżego w polskiej kinematografii.

Tak tytułem wstępu do dzisiejszych omówień- na początku zaprezentowano etiudy absolwentów: Kotlarczyk i Langa. Porównanie to nokaut młodego pokolenia.

Skomentuj (0) 2006-04-06 16:52:24 Edytuj

'Droga do Zatracenia'

Do filmów Mendesa mam takiego pecha, że zawsze oglądam go z bardzo dużym opóźnieniem. Na "American beauty" nie poszedłem do kina, obejrzałem w zeszłym roku dopiero. "Droga do zatracenia"- drugi jego film- też czekał dość długo w kolejce.

Komiks, będący podstawą scenariusza, przeglądałem, jednak nie na tyle uważnie, żeby bawić się teraz w jakieś porównania. W filmie duże wrażenie na mnie zrobiły zdjęcia i w ogóle strona plastyczna filmu. Bardzo dużo deszczu [dla niektórych był to duży zarzut!], w jakimś sensie gangsterska opowieść- to wszystko nasuwa skojarzenia z moim ulubionym okresem cinema noir. Nie jest bezcelowym doszukiwanie się cytatów z kina tamtego okresu. Scena strzalaniny w deszczu skojarzyła mi się z "Podwójnym ubezpieczeniem" Wildera. Przez deszcz raczej, niż przez strzelaninę.

W sferze fabularnej jest to międzygatunkowe połączenie klasycznej przypowieści gangsterskiej z filmem drogi. Co dość paradoksalne- bo w pierwszym gatunku bohater raczej okazuje się wierny swoim zasadom, a w drugim się zmienia. Wreszcie- nadrzędna wobec wszystkiego- przypowieść o odkupieniu win.

Tak, to znakomity film- aczkolwiek po "Sin city" w dalszym ciągu zastanawiam się, czy nie lepszy byłby, gdyby od początku został pomyślany jako film czarno-biały.

Skomentuj (0) 2006-04-05 19:37:47 Edytuj

'Poradzi sobie'

Po najlepszym był niestety najgorszy film, za to z doskonałymi zdjęciami [że to ironia losu, za chwilę]. Historia, która wygląda jakby scenariusz napisał Werter w okresie ataku padaczki na fotelu dentystycznym. Bohatera- na oko 12letniego chłopca poznajemy, gdy jego ŹLI i PASKUDNI rówieśnicy zamykają go i nie może się wydostać. Potem wraca do domu i jedzie po tatę, który przyleciał z Iraku. Tata przywiózł mamie piękny arabski szal, a synkowi nóż wojskowy.

Dnia następnego mama proponuje męskiej części rodziny spacer. Na widok otwartych okien tatusiowi włącza się zmysł bezpieczeństwa i dalsza część spaceru upływa pod bieda- survivalowym znakiem. W międzyczasie tatuś uczy zabijać nożem i przegania ZŁYCH i PASKUDNYCH rówieśników. Na polskiej polnej drodze mogą być miny. Na koniec tatuś zostawia synka w głuszy i "udaje się na zwiad". Po paru godzinach, nocą, synka znajduje matka. Ale tatuś, który po prostu poszedł do domu, stwierdził, że synek na pewno sobie poradzi

Oprócz tego, że film jest zły, moją irytację podbudowała sama pani reżyser- Jagoda Madej. Obmierzła, przekonana o swej wyjątkowości i w dodatku irytująca sposobem mówienia osóbka. O porażających poglądach. Reżyser filmu, który ma najlepsze zdjęcia nadaje o tym, że w Katowicach nie warto studiować realizacji obrazu... Żałosne. W dodatku te zdjęcia- świetny żółty, "pustynny" klucz to jedyny pozytyw filmu. Autorem ich był Kacper Czubak i jest to nazwisko, które warto zapamiętać.

Skomentuj (0) 2006-04-05 19:09:35 Edytuj

'Jestem'

Bardzo przyjemny w odbiorze filmik. Bez żadnej nadmuchanej wizji. Prosta historia więźnia, który miał dwie kobiety. Chce być z jedną, ale druga z jego synem dowiaduje się i czeka na niego pod więzieniem. Jedna podjeżdża samochodem, druga idzie kupić bilety na pociąg. Żadnego nerwowego montażu, tylko fabuła wynikająca z wiary w to, że człowiek jest dobry. Strożek buduje swój film na emocjach. Wierności żony [może nie tak wystrzałowej jak kochanka, ale o wiele bardziej czułej], miłości do syna. Ze szczegółu wynika konkretna sytuacja. Wydaje mi się, że to był najlepszy dzisiejszego dnia.

Niestety reżyser był nieobecny, a podejrzewam, że odstawałby od reszty.

Skomentuj (0) 2006-04-05 18:44:31 Edytuj

'X2'

W ramach festiwalu UŚ- przegląd etiud [w tym omówionego już wcześniej "Punktu widzenia"]. W filmie Paducha zwraca uwagę warstwa wizualna. Scenariusz budzi jednak pewne wątpliwości.

Jest to historia dwóch młodych mężczyzn. Punka i dresiarza. Trafiają na siebie podczas jakiejś zadymy- punk był na manifestacji, dresiarz ją rozbijał. Film jest mieszanką scen w domu punka, w areszcie i takich luźnych sekwencji z miasta. Zarzutem pierwszym jest to, że czas- istotny dla fabuły filmu- nie może zostać poprawnie określony. Sceny są montowane naprzemiennie. O ile sceny w areszcie miały prawo zdarzyć się najwcześniej, o tyle sceny w mieszkaniu wrzuciłem jako zakończenie historii nie do końca będąc pewnym, czy to zgodne z pomysłem reżysera.

Dwóch chłopaków łączy nazwisko i imię ojca. Problemem dla mnie jest to, że 1) jeżeli ojciec jest jeden, to wyjasnia zażyłość między facetami- stąd pasowałoby umieścić sceny "domowe" przed widoczkami z miasta; 2) z drugiej strony sceny z miasta mogą być wsadzone w środek, w imię sprawności fabularnej, ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby dresiarz i punk, którzy chwilę wcześniej się pobili, szli potem zgodnie przez miasto, radośnie opowiadając sobie o życiu.

Wydaje mi się, że słabością tego filmu jest pewna niewiarygodność scen w mieście, przy założeniu układu: areszt- sceny w mieście- sceny w domu. Mocną stroną są zdjęcia i montaż. Niewiele więcej pozostało do powiedzenia o tej etiudzie- złośliwi mogą się przyczepiać zbyt dużej ilości zbiegów okoliczności i pewnej niewiarygodności postaci ojca, ale i całej sytuacji.

Litościwie przemilczę w tej, jak i w innych notkach spotkania z reżyserami etiud. No... może poza ewidentnym przypadkiem ultrazajebistości. Oględnie mówiąc artystą się bywa, co więcej- nie przez uczelnię na której się jest.

Skomentuj (0) 2006-04-05 18:21:05 Edytuj

'Punkt widzenia'

Film zdobył Srebrnego Dinozaura [II nagroda] podczas festiwalu Etiuda and Anima 2005 w Krakowie. W pewnym sensie można mówić o pokrewieństwie gatunkowym do "Czeskiego snu". Jednym słowem- rzeczywistość jako pretekst.

Bohaterem filmu jest Maciek. Warszawiak, w filmie widać że "kasiasty", który studiuje w prywatnej szkole na Śląsku. Do SGH się nie dostał, z krakowskiej uczelni go wyrzucili, ale podobno i tak miał zrezygnować. W Katowicach nie wymagają od niego takiej książkowej wiedzy, tylko kombinowania [dzięki czemu zapewne mamy cudowną scenę, gdy bohater nie zna odpowiedzi na banalne pytanie z teleturnieju dla dzieci]. Bohater to za duże słowo. Sam reżyser mówi o nim ciul, buc, burak. Tak przedstawia się Maciek kontra rzeczywistość- dwupoziomowe mieszkanie, comiesięczna wpłata od rodziców, zakupy w butiku Gino Rossi. Maciek jest prawdziwy, ale Paweł Wysoczański [reżyser] czasem ewidentnie go podpuszcza do pewnych zachowań [świetna scena u fryzjera]. Na co ten pierwszy z ochotą przystaje, bo w końcu sroce spod ogona nie wypadł, a tu gdzie jest teraz ludzie są koszmarnie brudni i się fatalnie ubierają.

Nie jest to na pewno dokument przyjemny, a przewijająca się piosenka "Kocham się" Pudelsów to nie tylko niewinna ilustracja muzyczna. Porażający obraz "pokolenia nic" w ścisłym znaczeniu tego terminu.

Po spotkaniu z reżyserem 

O mój Boże. Pewna manipulacja w dokumencie jest może i dopuszczalna. Ale dowiedziałem się, że autor filmu traktuje swój dokument JAKO satyrę. Nie świadczy to najlepiej o etyce zawodowej, jak dla mnie świadczy nawet o jej braku. Wydaje mi się, że nie można traktować rzeczywistości do tego stopnia zabawowo- tu wytniemy, tam przyszyjemy. Żenada.

Skomentuj (0) 2006-04-04 20:09:13 Edytuj

'Czeski sen'

Trudno zdefiniować gatunek tego filmu. Nie chodzi tu o przyporządkowanie komedia/sensacja, tylko o znacznie poważniejszą linię podziału: fabuła/dokument. Kilka lat temu byłem wkurzony "nowym" dokumentem amerykańskim, z tłuściutkim idiotą Moore'm na czele. Do tej pory nie rozumiem jury w Cannes, które nagrodziło ten film- chyba w imię walki z Dżordżem. Tym bardziej niedobrze się robi, kiedy wspomni się na wiekopomne dzieła polskich "dokumentalistów"- propagandystytów litościwie pokrywane przez kurz w filmotekach. Czeski sen wypływa z jeszcze innego myślenia o materii dokumentu.

O ile Moore uzyskuje odpowiednie wyniki przy użyciu stołu montażowego [za wypowiedź Hestona powinien zawisnąć na szubienicy "wolność słowa"], o tyle Vit Klusak i Filip Remunda, mając w perspektywie nakręcenie filmu dokumantalnego, po uzyskaniu środków finansowych, postanawiają pójść na całość. Nie bawią się taśmą, tylko rzeczywistością. Postanawiają sprawdzić, ile osób nabierze się na powstanie nowego hipermarketu. Ważna jest z tej perspektywy sekwencja otwierająca film: długa kolejka przed sklepem [lata 80te], aksamitna rewolucja [1989] i tłum biegnący do nowootwartego supermarketu [tu przypomniały mi się doniesienia o obrażeniach klientów łódzkiego MediaMarktu]. Mimo, że Czesi [tu trzeba wziąć poprawkę na to, że bardzo lubię ten naród] to nacja dużo spokojniejsza od Polaków, można się spodziewać wszystkiego

Film jest dokumentalnym zapisem przygotowań do prowokacji. Pieniądze, które miały służyć do realizacji, w całości idą na reklamę. Dzięki temu udało się obnażyć hipokryzję tej branży [oj, to chyba ulubiony sektor, w który można walić, wskazując wszelkie wady kapitalizmu]. Z jednej strony copywriter, buntujący się przeciwko oszustwu, a jednak... robiący je [uzasadnienie-> lekarz może nie chcieć zoperować gwałciciela, ale jak mu go przywiozą to mu pomaga], z drugiej typek o wyraźnym syndromie Mesjasza [1. możemy przecież reklamować to, czego nie ma, skoro i tak tego nie ma; 2. reklama jest sztuką, to taka kaplica sykstyńska współczesności- PRAWDZIWY TEKST Z PODRĘCZNIKÓW DO REKLAMY!]. Przy okazji, aczkolwiek nieco mniej, obrywa się PRowcom [zawsze patrzcie w tą samą stronę- to rada dla manadżerów]. Reklamy "Czeskiego snu" są zesztą dość intrygujące "Nie przychodź", "Nie wydawaj pieniędzy" itd.

Dochodzimy do najważniejszej sceny filmu. Otwarcia hipermarketu, który jest płachtą materiału rozpiętą na rusztowaniu. Wolę nie myśleć, co by się stało w Polsce po takim wydarzeniu. Pobicie czy może morderstwo? W każdym razie znów tryumfuje czeski spokój. I chociaż część ludzi jest wkurzona, to jeden z dziadków mówi, że faktycznie- takie gonienie za okazją jest problemem i to problemem coraz większym. [Wizja "Polskiego snu"- Polacy po takim dictum biegną do najbliższego supermarketu po siekiery w promocji i dochodzi do rewolucji.] Najciekawsze są jednak przemyślenia Czechów o reklamie- o tym już nie powiem :). Małym dokumencikiem w tym filmie jest także spotkanie z rodzinami spędzającymi w marketach całe dnie. To straszna scena, a wypowiedzi ludzi, że po wycieczce do lasu odzyskują spokój w hipermarkecie- dość wstrząsające.

Polecam z czystym sumieniem. Jak dla mnie 8/10.

Skomentuj (0) 2006-04-04 10:29:17 Edytuj

'Przegraj swoją młodość'

    Po raz piąty w Katowicach odbył się Tydzień Kina Niemieckiego- Niemieckie Niuanse. Wybrałem się w końcu [dotowane bilety były po 2 złote, tłum ludzi kłębił się przed kinem, w kinie i wszędzie indziej] na ostatni film prezentowany w tym cyklu- "Przegraj swoją młodość" Benjamina Quabecka.

    Film bardzo muzyczny- rzecz dzieje się na początku lat 80tych, kiedy w Niemczech [tych lepszych] pojawia się i rozwija Neue Deutsche Welle. Bardzo duży nacisk położono na kwestie realiów z epoki. Jeśli bohater nosi kapelusik, to ze skaju, a nie ze skóry. Miło popatrzeć na gry z konsoli telewizyjnej, cudownie prymitywne. No i kwestia muzyki. Tandetna, plastikowa elektronika, bębny które brzmią jak eksplozja petardy w garnku, czy klawisze jak myszy przyciśnięte ciężkim tomiszczem...

    Akcja jest skomplikowana jak konstrukcja cepa. Główny bohater- 19latek odbywa staż w banku, a wieczorami jest menadżerem kapeli. No i postanawia ją wypromować w genialny w swej prostocie pomysł- grupa wystąpi na festiwalu, którego główną gwiazdą będzie D.A.F. Pojawia się tutaj pewien problem, który można określić brakiem kasy. No ale dla chcącego nic trudnego, zostają wydrukowane plakaty żółte [bo w promocji]. Gwiazda podczas rozmowy przypadkowo zauważa, że jest także gwiazdą festiwalu. Od jednego genialnego pomysły rozpoczyna się precyzyjna konstrukcja. O dziwo, zważywszy na kraj pochodzenia, jest to film śmieszny. Perypetie sympatycznego w gruncie rzeczy, aczkolwiek mocno nieporadnego bohatera, są po prostu śmieszne w całej rozciągłości.

    Największą przyjemnością było jednak oglądanie zespołów "z epoki" z D.A.F., którego występ jako żywo przypomina show Rammsteina, na czele. Pomysły tak makabryczne jak łykanie helu na scenie, żeby mieć wyższy głos [zespół o wdzięcznej nazwie Elektroniczne krasnale], czy zdobycie basu za pomocą sprintu naprawdę pozostają długo w pamięci. Jak dla mnie 7,5/10

Skomentuj (0) 2006-04-03 21:12:55 Edytuj

'Kiss kiss, bang bang'

    Lubicie Tarantino? NIE WSZYSCY NARAZ!!! Ok, w sumie nie wiem po co zadałem to pytanie :). Film Shane'a Blacka to rzecz autotematyczna i przewrotna. Podobnie jak w "Pulp fiction" mamy tu do czynienia z grą konwencją, tyle że teraz to nie jest pulpowa sensacja, tylko takiż thriller. Z Freudowskim niemalże urazem na tle seksualnym, morderstwem i przemocą w tle.

    Harry Lockhart [Robert Downey Jr.] to złodziej. Ale nie typu "moje magiczne palce kontra sejf", albo "skok zaplanowany z mikrometryczną śrubą". Harry to złodziejaszek, który z pośpiechu delikatnie mocuje blokadę alarmu. Bardzo delikatnie, bo przejeżdżający pociąg powoduje, że owa blokada wypada. Po czym następuje sekwencja, w której mamy do czynienia z wzorową obywatelką [Harry notuje postrzał w ramię]. Ucieczka prowadzi na casting. Od tego momentu Black zaczyna grać z konwencją czarnego filmu [nie-wszystkowiedzący Harry jako narrator], co pozwala na przywołanie Bogarta w wersji kserokopii.

    Bardzo klasyczny, Chandlerowski jest sposób podziału akcji- film podzielony jest na rozdziały [na nieco niższym poziomie zrobił coś podobnego Tarantino w "Kill Bill"], zatytułowanie w klasyczny sposób, np "dzień drugi: tajemnica jeziora". Wreszcie klasyczny jest trójkąt- albo raczej, klasyczne jest to, że są trzy osoby. A więc Harry, który jako jedyny z klasy nie spał z Harmony [Michelle Monaghan] i Gay Perry [Val Kilmer], czyli gej, czyli zanurzony po uszy w cipkach, czyli jak imię może zepsuć imidż, a właściwie odpowiada prawdzie. W szaleńczej akcji, w której Harry wykazuje rozsądek taktyczny, zaś Gay strategiczny [co prowadzi do rozlicznych komplikacji, m.in. w postaci podrzuconego ciała], mamy do czynienia z zemstą, kazirodztwem, komedią pomyłek. Wszystko wstrząśnięte, zmieszane i w dodatku wyglądające jak bogata strona WWW z rozlicznymi linkami, zmyślnie czasem ukrytymi. Gorąco polecam, zwłaszcza jeżeli ktoś ma niedosyt po Tarantino. Ale także wszystkim innym. Film bardzo mi się podobał, zaskoczył i rozbawił.

Skomentuj (3) 2006-01-24 11:17:48 Edytuj

Kategorie

Blogroll  |  Edytuj

Linki  |  Edytuj

MyBlogLog

Feeds

Valid XHTML 1.0 Strict