Job, czyli ostatnia szara komórka
2007-03-21 16:13:07 Edytuj
Dawno temu istniały pewne zasady dotyczące pisania scenariusza. Amerykański paradygmat mówił coś o dwóch punktach zwrotnych, ekspozycji. konfrontacji i rozwiązaniu. Generalnie Hiroł żył sobie swoim życiem [ekspozycja], COŚ [1 punkt zwrotny] zmuszało go działania [konfontacja] prowadzącego do CZEGOŚ INNEGO [punktu zwrotnego 2], po czym następował sobie hepi end i widzowie mogli z czystym sumieniem wyrzucić kubełek po popcornie. Wszyscy są szczęśliwi i tak dalej. Paradygmat scenariusza funkcjonuje nadal w całkiem sprawny sposób, łatwiej wszystkie elementy dostrzec w amerykańskim produkcyjniaku, niż europejskim kinie autorskim. Coś, co sprawdza się dobrze od Arystotelesa jest po prostu najlepszym rozwiązaniem...
...jak dowodzi jednak 'Job...' nie dla wszystkich. Konrad Niewolski, autor dobrej 'Symetrii' (więzienną przeszłość reżysera wyśmiał nieco Sikora- pierwowzór jednego z bohaterów 'Długu') zrobił komedię. W zbliżonym czasie na ekranach pojawił się także 'Palimpsest', którego nie widziałem. Tymczasem komedia...
Otóż jest to film, którego scenariusz miał chyba udowodnić, że w naszych ciężkich, ponowoczesnych czasach, Arystotelesowskie pomysły na budowę fabuły są kompletnie przestarzałe. Tak! Oto jest bowiem 'Job...' kolejnym (po niesławnym 'Wiedźminie') polskim filmem, w którym NIE MA fabuły. Aktorzy wchodzą, odwalają swoje kwestie/czynności i schodzą. Zagadką jest obecność Szyca (czyżby nie miał nosa do ról?) i całkiem niezłego Andrzejewskiego. No właśnie- nieśmieszny zbiór dawno przetrawionych skeczy, wszyscy znamy tę piosenkę, PISF rzucił pieniądzem, na początku słusznie i antyglobalistycznie wylatuje w powietrze supermarket Stonka. Bohater A nie może się uczyć do egzaminu bo mu pies przeszkadza. Bohater B musi jeszcze raz zdać egzamin na prawo jazdy. Bohater C ma wiekopomną szansę otrzymania pracy. Wśród rozterek typu ucieczka przed kanarami, czy śmieszniuteńkie (w założeniu) historie z dzieciństwa wkradają się zajebiście śmieszne (tak, to ironia) obrazki z cyklu 'Job- magazyn bezrobotnego i pracoholika', czyli wynurzenia pracujących w zawodach typu tirówka, nekrofil prosektoryjny czy inny kanar. No więc mało zabawne, tak... Aha: czołówka naprawdę dobra i profesjonalnie zrealizowana odstaje od filmu. NAPISY CZOŁOWE ODSTAJĄ OD FILMU! NA KORZYŚĆ!!!
PISF miał nie tylko promować kino ambitne, autorskie (czasami nawet relatywnie tanie w realizacji), ale także mieć swój współudział w wyselekcjonowanych produkcjach popularnych (a potem zyski idą na inne filmy). Pytanie: co odpadło po selekcji, jeśli pieniądze dostał 'Job...'. Odradzam- można obejrzeć tylko, jeśli nie przeszkadza wam film w formule słabiutkiego kabaretu. W moim przekonaniu szkoda na to Waszego czasu i Waszych pieniędzy.
Notka dodana do: film .
Komentowana 1 raz(y)
0.
vanbastek | 2007-04-22 20:59:52
A mnie się ten film podobał. O! :)
Zostaw komentarz
Dozwolone tagi XHTML:
<a> <b> <i> <u> <tt> <code> <pre> <blockquote> <ul> <ol> <li> <acronym>
Link do trackbackowania | Śledź tę notkę (RSS)